Muzeum faktycznie ma rozpocząć działalność w ciągu następnych dwóch lat. Siedziba Muzeum ma znaleźć się na terenie dawnego obozu. Muzeum zakupiło dwa budynki mieszczące się na terenie dawnego obozu koncentracyjnego. Jedną z nieruchomości jest tzw. Verwaltung przy ulicy Przemysłowej 34. Budynek dawnej komendantury obozu będzie
Rozpoczęło siÄ™ zabezpieczanie fragmentu dawnego Cmentarza Gminy Wyznaniowej Ĺ»ydowskiej w PodgĂłrzu na terenie byĹ‚ego obozu Plaszow, na ktĂłrym stwierdzono przypadki rozkopywania grobĂłw przez zwierzÄ™ta. Zabezpieczenie terenu ma na celu uniemoĹĽliwienie dalszej profanacji i wydobywania ludzkich szczÄ…tkĂłw na powierzchniÄ™ gruntu. Przypomnijmy: w czasie II wojny Ĺ›wiatowej na blisko 80 ha terenie pomiÄ™dzy obecnymi ulicami KamieĹ„skiego, SwoszowickÄ…, WielickÄ… dziaĹ‚aĹ‚ niemiecki nazistowski obĂłz pracy, później przeksztaĹ‚cony w obĂłz koncentracyjny Plaszow – jeden z trzech obozĂłw koncentracyjnych zaĹ‚oĹĽonych przez wĹ‚adze III Rzeszy na terenie Generalnego Gubernatorstwa. Szacuje siÄ™, ĹĽe przez caĹ‚y okres funkcjonowania obozu wiÄ™ziono w nim ponad 30 tysiÄ™cy osĂłb, a liczba ofiar różnych narodowoĹ›ci, przede wszystkim Ĺ»ydĂłw, zamordowanych w obozie oceniania jest na okoĹ‚o 5 tysiÄ™cy. DziĹ› na obszarze byĹ‚ego obozu znajdujÄ… siÄ™ trzy masowe mogiĹ‚y, dwa cmentarze ĹĽydowskie i relikty infrastruktury obozowej. W ostatnim czasie podczas wizji lokalnych prowadzonych przez Muzeum Krakowa na terenie KL Plaszow, ujawniono liczne szczÄ…tki szczÄ…tkĂłw na terenie dawnego Cmentarza Gminy Wyznaniowej Ĺ»ydowskiej w PodgĂłrzu. Z oglÄ™dzin wynika, ĹĽe wiÄ™kszość z odsĹ‚onięć szczÄ…tkĂłw nastÄ…piĹ‚a na skutek rozkopania przez dzikie zwierzÄ™ta. Aby nie dopuĹ›cić do dalszego wydobywania ludzkich koĹ›ci na powierzchniÄ™ gruntu, na zlecenie ZarzÄ…du Inwestycji Miejskich w Krakowie rozpoczęło siÄ™ zabezpieczanie części skarp na tym terenie. Prace prowadzone sÄ… na obszarze o powierzchni do 1200 m kw. Teren zostanie zabezpieczony za pomocÄ… siatki stalowej z drutu o wysokiej wytrzymaĹ‚oĹ›ci na rozciÄ…ganie z matÄ… antyerozyjnÄ…. NastÄ™pnie zostanie nawieziony humus na grubość do 15 cm. JeĹ›li zajdzie taka konieczność, zostanie usuniÄ™ta część rosnÄ…cych tam samosiejek – krzewĂłw i drzewek, ktĂłrych obwĂłd pnia nie przekracza 50 cm. Teren, na ktĂłrym prowadzone bÄ™dÄ… prace zabezpieczajÄ…ce zostaĹ‚ wpisany w 2002 roku do rejestru zabytkĂłw WojewĂłdztwa MaĹ‚opolskiego. Przeprowadzenie prac zabezpieczajÄ…cych wymagaĹ‚o uzyskania zgody Miejskiego Konserwatora ZabytkĂłw, a takĹĽe uzgodnieĹ„ WydziaĹ‚u Rewaloryzacji ZabytkĂłw Krakowa i Dziedzictwa Narodowego MaĹ‚opolskiego UrzÄ™du WojewĂłdzkiego. PoniewaĹĽ zabezpieczenie dotyczy terenu dawnego cmentarza ĹĽydowskiego, prace byĹ‚y poprzedzone uzyskaniem uzgodnieĹ„ ze strony Gminy Wyznaniowej Ĺ»ydowskiej oraz Komisji Rabinicznej ds. Cmentarzy Ĺ»ydowskich przy Naczelnym Rabinie Polski Michaelu Schudrichu. Wykonawca posiada rĂłwnieĹĽ zgodÄ™ na usuniÄ™cie roĹ›linnoĹ›ci wydanÄ… przez Miejskiego Konserwatora ZabytkĂłw, ZarzÄ…du Zieleni Miejskiej w Krakowie oraz Gminy Wyznaniowej Ĺ»ydowskiej. WykonawcÄ… prac jest firma „TANK-CHEM” Ryszard Skrzela. Koszt zabezpieczenia fragmentu dawnego obozu KL Plaszow wyniesie 157 000,00 zĹ‚ brutto. Warto wiedzieć, ĹĽe Miasto KrakĂłw od dĹ‚uĹĽszego czasu zmierza do godnego upamiÄ™tnienia ofiar dawnego obozu koncentracyjnego Plaszow. W tym celu planowane jest utworzenie pomiÄ™dzy ulicami KamieĹ„skiego, SwoszowickÄ…, JerozolimskÄ… i Heltmana Muzeum – Miejsca PamiÄ™ci KL Plaszow w Krakowie. W 2007 roku na zlecenie wĹ‚adz miasta, po przeprowadzeniu konkursu, grupa projektowa GPP Proxima pod kierownictwem arch. BorysĹ‚awa Czarakcziewa przygotowaĹ‚a projekt budowlany. PoniewaĹĽ zaproponowane rozwiÄ…zania budziĹ‚y sprzeciw wielu osĂłb i Ĺ›rodowisk nie przystÄ…piono do jego realizacji. W 2017 r. decyzjÄ… prezydenta Miasta Krakowa – powoĹ‚ano RadÄ™ SpoĹ‚ecznÄ… ds. utworzenia muzeum – Miejsca PamiÄ™ci KL Plaszow, zĹ‚oĹĽonÄ… z przedstawicieli instytucji muzealnych, uczelni, Ĺ›rodowisk ĹĽydowskich, krakowskiego samorzÄ…du i organizacji spoĹ‚ecznych z terenu PodgĂłrza. Muzeum Krakowa powierzono zadanie przygotowania scenariusza obejmujÄ…cego teren Miejsca PamiÄ™ci i wystawy staĹ‚ej w majÄ…cym powstać budynku MemoriaĹ‚u i niszczejÄ…cym dziĹ› Szarym Domu. Za etap projektowy odpowiada obecnie ZarzÄ…d Inwestycji Miejskich w Krakowie, ale w przyszĹ‚oĹ›ci realizacjÄ… wypracowanych rozwiÄ…zaĹ„ zajmie siÄ™ nowa instytucja kultury, ktĂłra ma powstać w przyszĹ‚ym roku. PowoĹ‚a jÄ… Miasto KrakĂłw wraz z Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Aktualnie trwajÄ… prace nad jej statutem.Na terenie dawnego niemieckiego obozu pracy Pustków w Piaszczynie koło Dębicy (Podkarpackie) w październiku otwarte zostanie muzeum. Placówka ma przypomnieć dzieje obozu - powiedział w
Видання IPN укр Strona główna Aktualności Aktualności Poszukiwanie i godne uhonorowanie osób, które oddały życie w walce o niepodległość kraju i wolność jego obywateli, stanowi obowiązek każdego państwa dbającego o swoją historię, zachowanie narodowej tradycji i kształtowanie postaw patriotycznych Przez blisko pół wieku trwania systemu komunistycznego w Polsce zarówno władze, jak i podległe im struktury aparatu przemocy czyniły wszystko, aby prawda o masowych zbrodniach dokonywanych przez komunistów, szczególnie w latach 1944–1956, nigdy nie stała się elementem powszechnej świadomości historycznej Polaków. W niewielkim stopniu stan taki zmienił się po 1989 r., kiedy kwestie rozliczeń zbrodni minionego systemu przez wiele lat były blokowane lub przynajmniej marginalizowane przez kolejne ekipy rządzące w Rzeczypospolitej. Instytut Pamięci Narodowej w bardzo krótkim czasie doprowadził do zmiany dotychczasowego myślenia o naszej historii. Podjęcie poszukiwań miejsc pochówku ofiar komunizmu spotkało się z niezwykle szerokim i pozytywnym odbiorem społecznym. Wokół prowadzonych w całym kraju prac archeologicznych skupiło się wiele środowisk, instytucji i osób dostrzegających w nich narodową ideę, której podstawę dały wyniki badań naukowych. Z udziałem antropologów, archeologów, genetyków, historyków, medyków sądowych i przy masowym zaangażowaniu wolontariuszy z kraju i zagranicy rozpoczął się proces poszukiwania utajnionych przez dziesięciolecia miejsc pochówku, przywracania tożsamości odnajdywanym szczątkom i chowania ich z honorami, na które ci ludzie swą postawą i ofiarą życia zasłużyli. Po latach niechęci, niemocy, obojętności, braku wiary w powodzenie i w słuszność sprawy – Polska spełnia swoją powinność. Sejm RP 29 kwietnia 2016 r. przyjął nowelizację ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, zmieniającą w zasadniczy sposób strukturę IPN oraz znacznie poszerzającą jego dotychczasowy zakres kompetencji. Zgodnie z jej art. 18, pkt 4 powołano Biuro Poszukiwań i Identyfikacji z obowiązkami szczegółowo uregulowanymi przepisami rozdziału 6a: „Poszukiwanie miejsc spoczynku osób, które straciły życie wskutek walki z narzuconym systemem totalitarnym lub wskutek represji totalitarnych lub czystek etnicznych w okresie od dnia 8 listopada 1917 r. do dnia 31 lipca 1990 r.”. Obecnie biuro to prowadzi prace poszukiwawcze miejsc spoczynku obywateli państwa polskiego poległych w walce lub uśmierconych wskutek represji w przywołanym wyżej okresie, „a w przypadku odnalezienia zwłok, szczątków lub prochów ludzkich identyfikuje tożsamość tych osób”. Z dniem 16 czerwca 2016 r., tj. z chwilą wejścia w życie ustawy, powstała sytuacja niewystępująca nigdy wcześniej w Polsce – utworzono strukturę funkcjonującą w ramach centralnego urzędu państwowego, odpowiedzialną za odnajdywanie miejsc kryjących szczątki rodaków poległych, zmarłych i zamordowanych w XX w., a także za identyfikację ofiar. W dramatycznej historii minionego stulecia Polacy wielokrotnie stawali do walki z agresorami, byli celem ludobójczych działań okupantów i przedmiotem terroru stosowanego na masową skalę. Śmierć poniosło kilka milionów osób – ofiar zbrodni niemieckich, sowieckich, ukraińskich i komunistycznych. Ich szczątki w wielu przypadkach ukryto w nieznanych do dziś miejscach, znajdujących się zarówno w Polsce, jak i na terenie Białorusi, Czech, Litwy, Niemiec, Rosji i Ukrainy. Ich odnalezienie, zidentyfikowanie i godne pochowanie jest wyrazem rzeczywistego spełnienia obowiązku państwa wobec swoich obywateli, ale też szczególnym wyzwaniem dla ludzi, którym powierzono takie zadanie. Bazę kadrową budowanego od lipca 2016 r. Biura Poszukiwań i Identyfikacji stanowiła pięcioosobowa grupa Samodzielnego Wydziału Poszukiwań, istniejącego do tego czasu w IPN. W nowej już rzeczywistości został stworzony zespół liczący ponad czterdziestu pracowników, zatrudnionych w Wydziale Dokumentacji i Analiz, Wydziale Identyfikacji, Wydziale Logistyki, Wydziale Poszukiwań oraz w oddziałowych biurach poszukiwań i identyfikacji. Istotnym, utrzymującym się od lat problemem w złożonym procesie poszukiwań i identyfikacji jest długi czas oczekiwania na uzyskanie wyników badań identyfikacji genetycznej niezbędnych do precyzyjnego określenia tożsamości. W omawianym okresie miała miejsce jedynie jedna konferencja, podczas której 21 kwietnia 2017 r. w Pałacu Prezydenckim w Warszawie Instytut Pamięci Narodowej ujawnił nazwiska dwunastu ofiar komunizmu: Stanisława Biziora, Stefana Długołęckiego, Czesława Dumy, Czesława Gałązki, Czesława Guzieniuka, Konstantego Kuźmickiego, Ludwika Machalskiego, Lucjana Minkiewicza, Stefana Nowaczka, Mariana Pilarskiego, Leona Taraszkiewicza i Piotra Tomaszyckiego. W celu zintensyfikowania badań genetycznych i znacznego skrócenia czasu ich wykonywania 4 października 2017 r. IPN podpisał umowę o współpracy z sześcioma uczelniami medycznymi wykonującymi badania genetyczne w ramach konsorcjum GRID (Grupa ds. Identyfikacji na podstawie DNA). Odtąd identyfikacje genetyczne są prowadzone równolegle w wyspecjalizowanych placówkach medycznych Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu, Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu , Collegium Medicum im. Ludwika Rydygiera w Bydgoszczy, Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego oraz Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu. Krótki czas funkcjonowania Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN to okres wielu działań podejmowanych w każdym województwie, a także poza granicami Polski. Barut, powiat strzelecki, województwo opolskie Polana w pobliżu leśniczówki „Hubertus”, znajdującej się już w powiecie gliwickim w województwie śląskim (ok. 2 km od wsi Barut), to miejsce likwidacji jednego z trzech transportów partyzantów Narodowych Sił Zbrojnych pod dowództwem kpt. Henryka Flamego „Bartka”. Od 8 do 18 czerwca i od 23 do 26 sierpnia 2016 r. kontynuowano tam prace archeologiczne rozpoczęte w latach 2012–2013 i w 2015 r., zmierzające do odnalezienia miejsca ukrycia około pięćdziesięciu partyzantów, których w końcu września 1946 r. wysadzono w powietrze w budynku gospodarczym znajdującym się na polanie. Dotychczasowe ustalenia nie pozostawiają wątpliwości, że mordu dokonano właśnie w tym miejscu. Mimo prac poszukiwawczych podjętych na niespotykaną skalę nie odnaleziono masowego grobu. Potwierdzeniem akcji eksterminacyjnej dokonanej tam na zlecenie Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego były nieliczne fragmenty szczątków ludzkich oraz odnajdywane na polanie fragmenty umundurowania i oprzyrządowania wojskowego, charakterystycznego dla oddziału „Bartka”. Białystok, ul. Giedymina 23 Badania i ekshumacje przeprowadzono tam we współpracy z Oddziałową Komisją Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN w Białymstoku. Prace na tej posesji prokuratorzy prowadzili w latach poprzednich. W wyniku poszukiwań podjętych przez zespół BPiI oraz specjalistów z Zakładu Medycyny Sądowej we Wrocławiu odnaleziono kilka pojedynczych i zbiorowych jam grobowych, w których znajdowały się szczątki 22 osób. Na podstawie wstępnych oględzin oraz wyników badań historycznych i medycznych można stwierdzić, że natrafiono na szczątki ofiar komunizmu zamordowane prawdopodobnie zimą 1945/1946 r., których ciała funkcjonariusze lokalnego UB mieli grzebać wzdłuż niezabudowanej wówczas ul. Giedymina. Kontynuacja poszukiwań na tym obszarze nastąpi w roku bieżącym. Bielsko-Biała, ul. Krasińskiego 30 W grudniu 2017 r. na zlecenie Oddziału IPN w Katowicach zostały przeprowadzone badania geofizyczne metodą profilowań georadarowych obszaru dawnej siedziby Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, gdzie – według niektórych źródeł – grzebano ofiary systemu komunistycznego, w tym żołnierzy z oddziału NSZ kpt. Henryka Flamego „Bartka”. Opracowane wyniki pomiarów będą podstawą do włączenia terenu PUBP w Bielsku-Białej do planu działań na 2018 r. Borne Sulinowo, powiat szczecinecki, województwo zachodniopomorskie Poszukiwania grobów żołnierzy polskich zmarłych w niemieckim obozie jenieckim Groß Born przeprowadzono w listopadzie 2017 r. Na terenie bazy transportowej Przedsiębiorstwa Usług Komunalnych przy ul. Kruczkowskiego odkryto dwa rzędy grobów z czasów II wojny światowej z pojedynczymi pochówkami. Prace będą kontynuowane w 2018 r. Bydgoszcz – cmentarz komunalny przy ul. Kcyńskiej Prace ziemne na wytypowanym obszarze kwatery 3/2, położonej na cmentarzu komunalnym przy ul. Kcyńskiej w Bydgoszczy i nazywanej bydgoską „Łączką”, podjęto 10 kwietnia 2017 r. Ich celem było odnalezienie miejsc pogrzebania szczątków pięciu żołnierzy oddziału Ryszarda Buczkowskiego „Tarzana”, rozstrzelanych w Bydgoszczy 17 stycznia 1947 r. Poszukiwanych nie odnaleziono, jednakże uzyskane wyniki badań pozwalają na sprecyzowanie położenia grobów więźniów z okresu stalinizmu. Chełm, województwo lubelskie Prace poszukiwawcze prowadzono od 31 sierpnia do 1 września 2016 r. na terenie dawnej siedziby UB przy ul. Reformackiej 27a, róg Ogrodowej. Według relacji świadków, na terenie przyległym do budynku bezpieki pogrzebano ciała około dwudziestu osób zamęczonych i zmarłych w piwnicach aresztu. Punktem orientacyjnym miało być położenie drewnianego szaletu, za którym i wokół którego dokonywano potajemnych pochówków, lecz ani na sąsiednich działkach, ani na wewnętrznym podwórku współczesnych garaży nie natrafiono na szczątki ludzkie. Ciechanowiec, województwo podlaskie We wrześniu 2017 r. zespół BPiI, współdziałający z Okręgową Komisją Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN w Białymstoku, poszukiwał na terenie cmentarza parafialnego przy ul. Sienkiewicza w Ciechanowcu mogił dwóch żołnierzy Narodowego Zjednoczenia Wojskowego z oddziału Jana Boguszewskiego „Bitnego”, zastrzelonych w publicznej egzekucji 27 grudnia 1946 r. w miejscowości Wojtkowice-Glinna. Poszukiwania pozwoliły odnaleźć szczątki dwóch mężczyzn noszące ślady po kulach. Czeremcha, powiat hajnowski, województwo podlaskie Ostatnie działania terenowe BPiI prowadzono od 19 do 21 grudnia 2017 r. na prywatnej posesji, gdzie – według dostępnych dokumentów i relacji – zostały pochowane ofiary zbrodni niemieckiej popełnionej w 1942 r. na osobach narodowości białoruskiej, polskiej i prawdopodobnie żydowskiej. W wyniku przeprowadzonych prac na bardzo niewielkiej głębokości, ok. 20 cm, ujawniono i ekshumowano szczątki ludzkie należące do siedmiu osób. Ich liczba, płeć, miejsce odnalezienia potwierdzają, jak się wydaje, że dokonano w tym miejscu mordu. Dąbrówka, powiat nowodworski, województwo mazowieckie We wrześniu 2017 r. BPiI prowadziło prace poszukiwawcze na terenie Kampinoskiego Parku Narodowego, pozwalające zlokalizować mogiłę żołnierza polskiego zmarłego jesienią 1939 r. wskutek ran odniesionych w walce we wrześniu tegoż roku. Miejsce takie ujawniono w pobliżu miejscowości Dąbrówka i Sowia Wola. Na podstawie przeprowadzonej kwerendy oraz znalezionych przy szczątkach artefaktów można potwierdzić odnalezienie grobu żołnierza polskiego z 1939 r. Dobrzyków, powiat płocki, województwo mazowieckie Od 3 do 6 lipca 2017 r. specjaliści z BPiI we współpracy z Biurem Upamiętniania Walk i Męczeństwa IPN uczestniczyli w pracach ekshumacyjnych zbiorowej mogiły żołnierzy Wojska Polskiego poległych we wrześniu 1939 r. w okolicach miejscowości Dobrzyków k. Płocka. Szczątki jedenastu żołnierzy polskich i dwóch pracowników Polskich Kolei Państwowych odnaleziono w nieoznakowanej mogile, pod alejką, na skraju cmentarza parafialnego w Dobrzykowie. We wspólnym grobie, w którym poległych ułożono w dwóch warstwach, znaleziono także elementy umundurowania i oporządzenia wojskowego oraz przedmioty osobiste ofiar. Jawornik Ruski, powiat przemyski, województwo podkarpackie Prace archeologiczne były realizowane w październiku 2017 r. we współpracy z Oddziałową Komisją Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN w Rzeszowie. Podjęte zostały w celu odnalezienia pięciu ofiar Ukraińskiej Powstańczej Armii, zamordowanych w 1945 r. i wrzuconych do studni. Na przebadanym obszarze, w tym w studni, nie odnaleziono żadnych szczątków ludzkich. Katowice – cmentarz komunalny przy ul. Panewnickiej Od 4 do 8 września 2017 r. we współpracy z Oddziałową Komisją Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN w Katowicach zrealizowano prace poszukiwawcze i ekshumacyjne na cmentarzu przy ul. Panewnickiej w Katowicach, zmierzające do odnalezienia szczątków ofiar komunizmu straconych w grudniu 1946 r. w więzieniu przy ul. Mikołowskiej w Katowicach. Ekshumowano szczątki siedmiu osób. Ich umiejscowienie, ułożenie, sposób pogrzebania oraz stan zachowania pozwalają stwierdzić, że zlokalizowano mogiły poszukiwanych ofiar komunizmu. Kąkolewnica, powiat radzyński, województwo lubelskie Na przełomie 1944 i 1945 r. w tej miejscowości stacjonowały jednostki 2. Armii WP, w tym sąd polowy tej formacji, sowieckie jednostki specjalne oraz Informacja Wojskowa. Wskutek wykonania wyroku śmierci, zastosowanych metod śledczych lub stworzonych warunków uwięzienia uśmiercono wówczas kilkuset żołnierzy Wojska Polskiego i polskiego podziemia niepodległościowego. Od 19 lipca do 19 sierpnia 2017 r. BPiI we współpracy z 2. Mazowieckim Pułkiem Saperów w Kazuniu Nowym badały teren uroczyska „Baran” w pobliżu Kąkolewnicy, nie odnajdując jednak grobów masowych z lat 1944–1945. Kontynuacja poszukiwań nastąpi w roku bieżącym. Kowale Oleckie, powiat olecki, województwo warmińsko-mazurskie W maju i październiku 2017 r. trwały prace poszukiwawcze miejsca pogrzebania szczątków jednego z żołnierzy WiN-u, zamordowanego w kwietniu 1952 r. podczas obławy UB i KBW w miejscowości Rudzie. Według relacji, zwłoki partyzanta miały zostać przewiezione na komisariat MO w Kowalach Oleckich, a następnie po paru tygodniach zakopane w ogrodzie. W czasie prowadzonych prac nie potwierdzono miejsca ukrycia szczątków. Kraków – cmentarz Rakowicki Od 12 do 19 października 2017 r. specjaliści BPiI we współpracy z Oddziałową Komisją Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN w Krakowie prowadzili prace poszukiwawcze i ekshumacyjne na cmentarzu Rakowickim w Krakowie, mające na celu odnalezienie miejsca ukrycia szczątków partyzantów ze zgrupowania mjr. Józefa Kurasia „Ognia”, grupy Pogotowia Akcji Specjalnej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego Tadeusza Gajdy „Tarzana” oraz oddziału „Wiarusy” zamordowanych w latach 1946–1950. Dzięki badaniom przeprowadzonym w kilku częściach cmentarza, ujawniono i podjęto szczątki osób, przy których odnaleziono wiele przedmiotów osobistych. Kraków – pl. Inwalidów Także w październiku 2017 r. przeprowadzono prace poszukiwawcze na dziedzińcu byłej siedziby Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego przy pl. Inwalidów w Krakowie. Prace ziemne poprzedziły wykonane na początku 2017 r. badania georadarowe, mające na celu wykazanie, czy na przestrzeni dziedzińca użytkowanej w latach 1945–1956 przez UB znajdują się anomalie w strukturze ziemi, mogące świadczyć o dokonywaniu tam tajnych pochówków ofiar terroru komunistycznego. Badania archeologiczne wykonano na dwóch obszarach będących najbardziej prawdopodobnymi miejscami ukrycia szczątków. Wynik był negatywny. Lublin – cmentarz przy ul. Unickiej Na tej nekropolii rzymskokatolickiej w okresie stalinizmu chowano zwłoki więźniów straconych i zmarłych w więzieniu na Zamku w Lublinie. Poszukiwania i ekshumacje przeprowadzone 23 stycznia, 5–6 października i 13–14 listopada 2017 r. we współpracy z Oddziałową Komisją Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN w Lublinie pozwoliły na ujawnienie i ekshumacje szczątków siedmiu osób straconych i zmarłych w więzieniu lubelskim w latach 1946–1954 – żołnierzy i współpracowników polskiego podziemia niepodległościowego. Łódź – cmentarz na Dołach Zespół BPiI we współpracy z Oddziałową Komisją Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN w Łodzi 6 lipca 2017 r. prowadził na cmentarzu przy ul. Smutnej w Łodzi zakończone powodzeniem prace poszukiwawcze zmierzające do ujawnienia miejsca pogrzebania szczątków dwóch ofiar komunizmu straconych w więzieniu przy ul. Sterlinga w Łodzi w latach 1948–1950: żołnierza Konspiracyjnego Wojska Polskiego i współpracownika Polskiego Stronnictwa Ludowego. Ogrodzona, powiat cieszyński, województwo śląskie Od 9 do 11 września 2017 r. pracownicy BPiI prowadzili badania poszukiwawcze koło miejscowości Ogrodzona na Śląsku Cieszyńskim – w miejscu, które w różnych źródłach występuje jako teren tajnych pochówków osób straconych w więzieniu w Cieszynie, jak i ofiar lokalnego UB. Pierwszy etap pracy nie przyniósł spodziewanych rezultatów. Ostrożany, powiat siemiatycki, województwo podlaskie Specjaliści z BPiI IPN 19 września 2017 r. podjęli działania poszukiwawcze na cmentarzu w Ostrożanach w celu odnalezienia szczątków zamordowanego w końcu grudnia 1945 r. żołnierza podziemia antykomunistycznego. W wyniku przeprowadzonych prac ujawniono szczątki mężczyzny ze śladem postrzału w czaszce, którego tożsamość zostanie ustalona w toku badań genetycznych. Płock, województwo mazowieckie Działania poszukiwawcze przeprowadzone od 2 do 15 listopada 2016 r. na terenie dawnej siedziby UB przy ul. 1 Maja 3/5 w Płocku stanowiły kontynuację prac realizowanych tam od 4 do 6 grudnia 2015 r. Oba etapy pozwoliły na odkrycie kilku szczątków ofiar komunizmu, przy których odnaleziono elementy ubioru umożliwiające datację tajnych pochówków w latach czterdziestych. Zespół poszukiwawczy ujawnił także nieznane cmentarzysko miejskie z XII/XIII w., w obrębie i na granicy którego funkcjonariusze UB grzebali swoje ofiary. Popławy Rogale, powiat łukowski, województwo lubelskie Archeolodzy wzięli udział 13 czerwca 2017 r. w pracach poszukiwawczych zleconych przez Prokuraturę Rejonową w Łukowie, mających na celu ekshumację szczątków zmarłego na początku lat osiemdziesiątych, a ukrywającego się od lat pięćdziesiątych żołnierza podziemia antykomunistycznego. W miejscu wskazanym przez grupę lokalnych poszukiwaczy odnaleziono jamę grobową kryjącą szczątki ludzkie. Dane antropologiczne odpowiadają cechom poszukiwanego. Poznań – cmentarz Miłostowo W lipcu 2017 r. na cmentarzu Miłostowo w Poznaniu wykonano prace zmierzające do odnalezienia miejsca pogrzebania żołnierza Armii Krajowej straconego 30 marca 1953 r. na podstawie wyroku Wojskowego Sądu Rejonowego w Poznaniu. Po czasowym podniesieniu z grobu szczątków osoby tam pochowanej w latach późniejszych, pod współczesnym pochówkiem ujawniono szczątki należące najprawdopodobniej do poszukiwanej ofiary komunizmu, o czym świadczy ślad po kuli w czaszce ofiary. Poznań – obóz NKWD Od 27 listopada do 1 grudnia 2017 r. zespół BPiI przeprowadził prace poszukiwawcze na terenie parku Heweliusza w Poznaniu – na obszarze zajmowanym w 1945 r. przez obóz NKWD. W trakcie prac ujawniono ponad dwadzieścia jam grobowych, częściowo ekshumowanych wcześniej. W czterech z nich odnaleziono i ekshumowano szczątki należące do dziewięciu osób. Odkryto wiele przedmiotów codziennego użytku. Prace w tym miejscu zostaną wznowione w tym roku. Pruszanka-Baranki, powiat bielski, województwo podlaskie Od 22 do 23 maja i od 29 do 30 sierpnia 2017 r. podejmowano działania poszukiwawcze grobu żołnierza 5. i 6. Wileńskiej Brygady AK, zmarłego 27 lipca 1948 r. z powodu ran odniesionych w walce z grupą operacyjną MO, UB i KBW. Nie potwierdziły się relacje świadków wskazujących miejsce pochowania partyzanta. Rogoźnica, powiat świdnicki, województwo dolnośląskie Muzeum Gross-Rosen w Rogoźnicy, w oparciu o relację jednego z byłych więźniów, zleciło prace archeologiczne na terenie byłego niemieckiego obozu koncentracyjnego. Ujawnienie szczątków przez firmę archeologiczną spowodowało przekazanie sprawy do Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, która z kolei powołała do dalszych czynności specjalistów z BPiI oraz z Zakładu Medycyny Sądowej we Wrocławiu. W toku badań przeprowadzonych w listopadzie 2017 r. odnaleziono i ekshumowano szczątki 64 więźniów, zmarłych i zamordowanych podczas ewakuacji obozu w lutym 1945 r. W dołach śmierci znaleziono także wiele przedmiotów należących do więźniów. Scharfenberg, powiat nyski, województwo opolskie Nieistniejąca dziś posiadłość ziemska położona w lesie pomiędzy Malerzowicami Wielkimi a przysiółkiem Dworzysko była we wrześniu 1946 r. jednym z trzech miejsc likwidacji partyzantów oddziału NSZ Henryka Flamego „Bartka”. Przywieziono tutaj pierwszą w kolejności grupę, a jej członków zamordowano strzałami w głowę. Prace realizowano w czerwcu i listopadzie 2017 r. we współpracy z Oddziałową Komisją Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN w Katowicach i z udziałem saperów z 1. Pułku Saperów z Brzegu. Odnaleziono liczne artefakty, w tym charakterystyczny, noszony przez partyzantów NSZ ryngraf z orłem, sprzączki i klamry od pasków, fragmenty mundurów typu battle dress, guziki z orzełkiem w koronie. Ujawniono także kilka fragmentów szczątków ludzkich. Poszukiwania zostaną wznowione wiosną 2018 r. Stary Grodków, powiat nyski, województwo opolskie Działaniami poszukiwawczymi zrealizowanymi w grudniu 2016 oraz lipcu i listopadzie 2017 r. objęto też kilka miejsc zlokalizowanych w pobliżu dawnego lotniska wojskowego w Starym Grodkowie, na którym w marcu i kwietniu 2016 zespół IPN odnalazł szczątki kilkudziesięciu partyzantów „Bartka” zlikwidowanych również we wrześniu 1946 r. Prace realizowano z Oddziałową Komisją Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN w Katowicach oraz z udziałem saperów z 1. Pułku Saperów z Brzegu. Strzelno, powiat mogileński, województwo kujawsko-pomorskie We wrześniu 2017 r. przebadano wydzielony fragment cmentarza parafialnego w Strzelnie. Niepowodzeniem zakończyły się prace ziemne mające ujawnić miejsca ukrycia szczątków żołnierza AK zabitego jesienią 1945 r. i, według niektórych relacji, pochowanego potajemnie na miejscowym cmentarzu. Turza, powiat rzeszowski, województwo podkarpackie W październiku 2017 r. trwały kilkutygodniowe prace poszukiwawcze w Lesie Turzańskim, realizowane we współpracy z żołnierzami z 16. Tczewskiego Batalionu Saperów z Niska. Las był miejscem egzekucji i ukrycia ciał ofiar obozu NKWD w pobliskiej Trzebusce, funkcjonującego w drugiej połowie 1944 r. Ocenia się, że na podstawie wyroków Wojennego Trybunału I Frontu Ukraińskiego Armii Czerwonej zamordowano kilkuset więźniów obozu. W 1990 r. w Lesie Turzańskim odnaleziono i ekshumowano szczątki siedemnastu osób. Mimo zakrojonych na szeroką skalę działań poszukiwawczych nie odnaleziono pozostałych szczątków ofiar. Poszukiwania będą kontynuowane w 2018 r. Warszawa – cmentarz Bródnowski Od 3 do 11 kwietnia 2017 r. kontynuowano prace poszukiwawcze w kwaterze 45 N cmentarza Bródnowskiego w Warszawie. W wyniku zrealizowanych działań odnaleziono szczątki czternastu osób straconych i zmarłych w więzieniu przy ul. 11 Listopada na warszawskiej Pradze. W części jam grobowych odnaleziono fragmenty ubrań, obuwia i rzeczy osobistych ofiar, w tym ryngraf z wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej i danymi osobowymi osoby straconej w 1946 r. Warszawa – „Łączka” na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach Na okres od 19 września do 6 października 2016 r. przypadł kolejny etap prac poszukiwawczych i ekshumacyjnych na „Łączce”, zakończony odnalezieniem fragmentów szczątków czterech osób. W grudniu tego samego roku zakończono proces przenoszenia w inne miejsce szczątków osób pochowanych w kwaterze „Ł” i „ŁII” w latach 1982–1984 i rozbiórki blisko trzystu znajdujących się tam pomników. Od 18 kwietnia do 8 lipca 2017 r. przeprowadzono ostatni etap poszukiwań i ekshumacji na „Łączce”. Ujawniono jedynie szczątki czterech ofiar w układzie anatomicznym. Ponieważ w latach osiemdziesiątych w pracach przy powstających grobach osób zasłużonych dla „władzy ludowej” wykorzystywano koparki, zniszczono wówczas kilkadziesiąt jam grobowych ze szczątkami ofiar komunizmu straconych w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie w latach 1948–1956. Mimo dokonanych zniszczeń zespół BPiI we współpracy z Oddziałową Komisją Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN w Warszawie, specjalistów z Zakładu Medycyny Sądowej we Wrocławiu i wolontariuszy odnalazł kilka tysięcy fragmentów szczątków ludzkich. Warszawa – więzienie przy ul. Rakowieckiej 37 Jest to miejsce eksterminacji Polaków przez Niemców i komunistów, a od 1 marca 2016 r. teren Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL. W trzech etapach prac – od 18 do 28 lipca 2016 r., od 18 lipca do 5 sierpnia 2017 r. i od 25 września do 6 października 2017 r. – na terenie dawnego aresztu śledczego przy ul. Rakowieckiej w Warszawie prowadzono poszukiwania przy murze straceń, w pobliżu pawilonów „X” i „N”, gdzie odnaleziono kilka fragmentów szczątków osób zamordowanych w czasie okupacji niemieckiej i Powstania Warszawskiego oraz wiele przedmiotów osobistych ofiar. Działania poszukiwawcze zostaną wznowione w 2018 r. Włodawa, województwo lubelskie Dwukrotnie podejmowano w 2017 r. prace poszukiwawcze w pobliżu Włodawy w celu ujawnienia miejsca pogrzebania tam na początku lat pięćdziesiątych szczątków żołnierzy AK/WiN. Przebadano teren znajdujący się w pobliżu dawnego poligonu wojskowego, na którym miały być dokonywane potajemne pochówki. W toku działań nie ujawniono szczątków ludzkich. Badania w okolicach Włodawy zostaną wznowione w 2018 r. * * * Ostatnim etapem prac realizowanych przez pracowników Biura Poszukiwań i Identyfikacji jest godne upamiętnienie osób, których szczątki zostały odnalezione i zidentyfikowane przez zespół poszukiwawczy IPN. W latach 2016–2017 Biuro Poszukiwań i Identyfikacji było organizatorem lub współorganizatorem uroczystych pogrzebów państwowych z ceremoniałem wojskowym. Pierwszym pochówkiem o takim charakterze był gdański pogrzeb Danuty Siedzikówny „Inki” i Feliksa Selmanowicza, żołnierzy 5. Wileńskiej Brygady AK straconych w miejscowym więzieniu 28 sierpnia 1946 r. Odbył się on 28 sierpnia 2016 r., dokładnie 70 lat po ich zamordowaniu. Kilka tygodni później w Przemyślu pochowano kpt. Władysława Kobę – oficera AK/WiN straconego w więzieniu w Rzeszowie 31 stycznia 1949 r. Uroczystości pogrzebowe zgładzonych w tej samej egzekucji Leopolda Rząsy i Michała Zygi odbyły się 20 października 2017 r. w Rzeszowie. Szczególny przebieg miał pogrzeb 16 lipca 2017 r. we Włodawie legendarnego por. Leona Taraszkiewicza „Jastrzębia”, poległego 3 stycznia 1947 r. Podobnie podniośle pożegnano 14 października 2017 r. w sanktuarium w Radecznicy straconych na Zamku w Lublinie 4 marca 1952 r. oficerów AK/WiN – Mariana Pilarskiego „Jara” i Stanisława Biziora „Eama”. W święto Polskiego Państwa Podziemnego, 27 września 2017 r., w Dołhiniowie na Białorusi odbył się uroczysty pogrzeb pięciu żołnierzy Korpusu Ochrony Pogranicza, odnalezionych przez BPiI i żołnierzy specjalistycznego batalionu poszukiwawczego Sił Zbrojnych Republiki Białorusi na początku września tego samego roku w pobliżu strażnicy „Nowy Pohost”. W organizacji pochówku wzięły udział MSWiA, Straż Graniczna, Ambasada RP w Mińsku oraz IPN. W Staszowie 6 listopada 2017 r. pożegnano Ludwika Machalskiego „Mnicha”, założyciela i dowódcę organizacji antykomunistycznej, straconego 10 kwietnia 1951 r. w więzieniu w Kielcach. Ostatnią uroczystością pogrzebową, organizowaną przez IPN we współpracy z Biurem Bezpieczeństwa Narodowego, Ministerstwem Obrony Narodowej, dowództwem Marynarki Wojennej, Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz władzami samorządowymi Gdyni, był pochówek 16 grudnia 2017 r. na cmentarzu w Gdyni-Oksywiu szczątków komandorów Stanisława Mieszkowskiego, Zbigniewa Przybyszewskiego i Jerzego Staniewicza, straconych pod fałszywymi zarzutami 12 i 16 grudnia 1952 r. w więzieniu mokotowskim. Podsumowując osiemnaście miesięcy pracy Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN, należy wskazać na ponad czterdzieści przebadanych miejsc w kraju i za granicą – na Białorusi i Litwie, a także w Gruzji – oraz odnalezienie szczątków blisko trzystu osób: poległych we wrześniu 1939 r. żołnierzy polskich, ofiar zbrodni niemieckich, ofiar sowieckich i komunistycznych, żołnierzy Armii Krajowej, Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”, Narodowych Sił Zbrojnych – ludzi, których winniśmy policzyć dokładnie, zawołać po imieniu, opatrzyć na drogę. Krzysztof Szwagrzyk Tekst pierwotnie opublikowany w „Biuletynie IPN”, nr 3/2018.Armia Krajowa ( AK) lub Siły Zbrojne w Kraju, kryptonim „PZP” (Polski Związek Powstańczy) – zakonspirowane siły zbrojne Polskiego Państwa Podziemnego [1] w latach II wojny światowej, powstałe z przemianowania Związku Walki Zbrojnej (powstałego w listopadzie 1939) rozkazem Naczelnego Wodza generała broni Władysława Sikorskiego
Autorzy "Apelu Ocalałych" domagają się utworzenia docelowej siedziby muzeum w gmachu po zlikwidowanym gimnazjum. Obecnie też jest tam szkoła, tyle że prywatna. Grzegorz GałasińskiWciąż nie ma decyzji w sprawie docelowej siedziby dla Muzeum Dzieci Polskich – ofiar totalitaryzmu, które ma upowszechniać wiedzę o niemieckim więzieniu działającym w Łodzi podczas drugiej wojny światowej. Już przed miesiącem muzeum opublikowało „Apel Ocalałych” z obozu. Jego autorzy domagają się wskazania siedziby w szkolnym budynku, wybudowanym po wojnie na terenie dawnego więzienia. Toczą się negocjacje w tej sprawie: aktualnie między łódzkim magistratem a resortem kultury. Muzeum ogłosiło przetarg na nowy samochód terenowo-rekreacyjny na swoje Dzieci Polskich – ofiar totalitaryzmu. Co to za instytucja?Muzeum Dzieci Polskich – ofiar totalitaryzmu powołał swoim zarządzeniem, z maja 2021 r., Piotr Gliński, wicepremier oraz minister kultury, dziedzictwa narodowego i sportu. Zadanie muzeum to upowszechnianie wiedzy o tragicznym losie dzieci – sierot osadzonych w niemieckim nazistowskim obozie dla polskich dzieci pod nazwą: „Polen - Jugendverwahrlager der Sicherheitspolizei in Litzmannstadt”. Jego teren był wydzielony z Ghetto Litzmannstadt, obóz istniał w latach 1942-1945. Historycy szacują, że więziono tam kilka tysięcy dzieci, zginęło kilkaset z Ireneusz Maj, dyrektor muzeum, oraz jego sekretariat pracują w kilku pokojach przy ul. Piotrkowskiej 90. Np. do tej tymczasowej siedziby, w końcówce września, dyrektor zaprosił na prezentację wstrząsających listów więźniów-dzieci do swoich nasz artykuł: "Odnalezione listy dzieci z obozu przy ul. Przemysłowej w Łodzi. Co mali więźniowie pisali do rodzin?"„Apel Ocalałych” do prezydent Łodzi14 września muzeum opublikowało – na swoim facebookowym profilu – „Apel Ocalałych” podpisany (z datą 11 września) przez 11 żyjących więźniów niemieckiego obozu. Apel jest adresowany do Hanny Zdanowskiej, prezydent Łodzi.„Wiemy, że wyraziła Pani wolę przekazania na rzecz Muzeum Dzieci Polskich pod jego przyszłą siedzibę budynku dawnego Gimnazjum nr 18 wraz z otaczającą szkołę działką przy ul. Tadeusza Mostowskiego 23/27. To na tym terenie spędziliśmy najbardziej mroczne chwile naszego dziecięcego życia. Dzisiaj stajemy przed szansą, ostatnią za naszego życia, spełnienia naszych nadziei, by w miejscu byłego niemieckiego obozu powstało godne miejsce upamiętniające tragiczne losy (...)” – napisali autorzy apelu. – „Niech Pani przekaże budynek po byłym gimnazjum na rzecz Muzeum. Teraz, nie kiedyś, nie w przyszłości. Na przyszłość nie mamy już czasu”.We wtorek (12 października) sekretariat muzeum przekazał naszej redakcji, iż aktualnie rozmowy w sprawie jego docelowej lokalizacji z Urzędem Miasta Łodzi (UMŁ) prowadzi Ministerstwo Kultury Dziedzictwa Narodowego i Ireneusz Maj wyliczał, że jeśli uda się spełnić postulat z apelu do końca 2021 r., docelowa siedziba muzeum może ruszyć za 3-4 UMŁ dla Muzeum Dzieci Polskich – ofiar totalitaryzmuBiuro prasowe UMŁ poinformowało redakcję we wtorek, iż już 17 września magistrat przesłał swoją analizę do ministerstwa kultury – i dotąd czeka na jego odpowiedź. Analiza zawiera cztery propozycje lokalizacji muzeum oraz uwarunkowania każdej z przypadku budynku po byłym gimnazjum urzędnicy magistratu zwracają uwagę na „utrudniony dostęp” do tego obiektu „z uwagi na zabudowę mieszkaniową, wielorodzinną”. Ponadto w gmachu wskazanym przez autorów „Apelu Ocalałych” i obecnie działa szkoła: tyle, że prywatna, dla pół tysiąca dzieci (w dokumentacji magistratu można znaleźć zarządzenie z 2020 r., w którym Hanna Zdanowska przeznacza budynek i teren przy Mostowskiego 23/27 na wydzierżawienie na okres do trzech lat).UMŁ w drugim punkcie analizy rozważa przekazanie muzeum lokalizacji „w bezpośrednim sąsiedztwie Pomnika Pękniętego Serca”, co wymagałoby tylko wydzielenia nowych działek z istniejących (innych szczegółów w informacji magistratu, przesłanej do redakcji, brakuje).Pozostałe dwie opcje z analizy UMŁ to teren zajmowany przez administrację osiedla (przy ul. Przemysłowej 7, nieopodal granicy dawnego obozu) – ale o częściowo nieuregulowanym stanie prawnym – oraz inna działka, należąca do miasta, jednak w użytkowaniu wieczystym PKP (toczy się postępowanie o stwierdzenie nieważności tego użytkowania).We wtorek ministerstwo kultury stwierdziło, że negocjacje z UMŁ są w na samochód terenowo-rekreacyjny dla nowego muzeum w ŁodziZapewne nowe muzeum, szybciej niż docelowej siedziby, doczeka się samochodu terenowo-rekreacyjnego na swoje potrzeby. Przetarg na dostawę auta, warty (według szacunków z zamówienia) ponad 162 tys. zł, muzeum ogłosiło 29 września. Jego sekretariat wylicza, dlaczego tym autem nie może być pojazd typu sedan. "Pracownicy muzeum – historycy i naukowcy – prowadzą szeroko zakrojone prace dokumentacyjne, kwerendy, ekspertyzy i wizje lokalne, które wymagają od nich dużej mobilności i konieczności sprawnego poruszania się po terenach także trudno dostępnych – np. w lasach przy badaniu miejsc pochówków ofiar niemieckich zbrodni" – informuje sekretariat Ireneusza Maja. – "Muzeum jest także zobowiązane do organizowania wystaw czasowych, które do chwili oddania do użytku stałej siedziby będą prezentowane w szkołach, domach kultury, innych muzeach czy obiektach wystawienniczych. Wymaga to przewożenia wielkogabarytowego wyposażenia technicznego i elementów ekspozycji muzealnych takich jak banery czy tablice informacyjne. Konieczna jest także organizacja przewozu osób, w tym osób z niepełnosprawnościami – Ocalałych, którzy ze względu na podeszły wiek i stan zdrowia wymagają odpowiednich środków transportu".Polecane ofertyMateriały promocyjne partneraZe względu na warunki pracy osadzonych uznawany jest za jeden z najcięższy obozów koncentracyjnych. Największa rozbudowa obozu przypada na rok 1944. Wówczas to, obok obozu głównego, powstaje blisko 100 filii zlokalizowanych przede wszystkim na terenie Dolnego Śląska, Sudetów i Ziemi Lubuskiej.
Trwają konsultacje społeczne zorganizowane przez Miejskie Centrum Dialogu w sprawie projektu upamiętnienia dawnego obozu KL Plaszow. Pierwsze z cyklu spotkań z mieszkańcami odbyło się 24 czerwca br. Miasto Kraków zmierza do godnego upamiętnienia dawnego obozu koncentracyjnego Plaszow. W tym celu planowane jest utworzenie pomiędzy ulicami Kamieńskiego, Swoszowicką, Jerozolimską i Heltmana Muzeum – Miejsca Pamięci KL Plaszow w Krakowie. Do końca bieżącego roku potrwają konsultacje społeczne dotyczące tego zadania, prowadzone przez Miejskie Centrum Dialogu. Inwestycja związana z upamiętnieniem prowadzona jest na etapie projektowym przez Zarząd Inwestycji Miejskich. Niemiecki nazistowski obóz pracy i koncentracyjny Plaszow był jednym z trzech obozów koncentracyjnych założonych przez władze III Rzeszy na terenie Generalnego Gubernatorstwa. Szacuje się, że przez cały okres funkcjonowania obozu więziono w nim ponad 30 tysięcy osób, a liczba ofiar różnych narodowości, przede wszystkim Żydów, zamordowanych w obozie oceniania jest na około 5 tysięcy. Gmina Miejska Kraków od wielu lat prowadzi działania mające na celu należyte upamiętnienie tego miejsca. W 2007 roku na zlecenie władz miasta, po przeprowadzeniu konkursu, grupa projektowa GPP Proxima przygotowała projekt budowlany zagospodarowania terenu po dawnym obozie. Jednak z uwagi na zbyt dużą ingerencję w teren całość projektu nie zyskała akceptacji. W 2017 roku Muzeum Krakowa przygotowało scenariusz upamiętnienia obozu, który zatwierdziła powołana przez Prezydenta Miasta Krakowa Rada Społeczna ds. utworzenia Muzeum – Miejsca Pamięci KL Plaszow. W skład tego gremium wchodzą przedstawiciele instytucji muzealnych, uczelni, środowisk żydowskich, krakowskiego samorządu i organizacji społecznych z terenu Podgórza. Scenariusz przygotowany przez Muzeum obejmuje teren Miejsca Pamięci oraz wystawy stałe w Memoriale i Szarym Domu. Działania na rzecz upamiętnienia dawnego obozu KL Plaszow wspiera Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, z którym trwają rozmowy dotyczące funkcjonowania nowej instytucji kultury, mającej powstać w roku 2020. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego wspiera powstanie Muzeum poprzez finansowanie prac archeologicznych, konserwatorskich i scenariuszowych. Muzeum – Miejsce Pamięci KL Plaszow będzie obejmować 37 ha terenu poobozowego wpisanego do rejestru zabytków Województwa Małopolskiego oraz dwóch budynków: historycznego Szarego Domu i nowo wybudowanego Memoriału. Głównym elementem funkcjonalnym budynku Memoriału, który ma powstać od strony ul. Kamieńskiego jest jednoprzestrzenna sala ekspozycyjna, stanowiąca równocześnie połączenie z tunelem wejściowym na teren KL Plaszow. W tym budynku znajdą się również biura oraz przestrzeń związana z obsługą zwiedzających. Budynek Memoriału zaprojektowano jako obiekt obsypany ziemią, nie wystający ponad powierzchnię projektowanego terenu. Projekt zakłada zintegrowanie architektury z istniejącym terenem, dlatego widoczna będzie tylko jedna – frontowa elewacja budynku. Cała kubatura obiektu wraz z pozostałymi elewacjami oraz dachem zostanie ukryta pod ziemią poprzez zastosowanie stropodachu zielonego. Ukształtowanie stropodachu zielonego powiązane jest w naturalny sposób z ukształtowaniem terenu otaczającego i kolorystyka obiektu dostosowana będzie do istniejącego krajobrazu. Trzy elewacje budynku będą obsypane ziemią wkomponowując się w pofałdowany teren istniejący od strony rezerwatu „Bonarka”, a jedyna odsłonięta elewacja zostanie wykonana z zastosowaniem okładziny z kamienia wapiennego występującego na terenie, z elementami przeszklonymi. Obecna propozycja zagospodarowania terenu nie przewiduje ogrodzenia w formie betonowych słupów, które znalazło się w pierwotnym projekcie. Na terenie dawnego KL Plaszow działania inwestycyjne będą zmierzać do uporządkowania i oznakowania terenu oraz wprowadzenia elementów architektonicznych o małym stopniu ingerencji. Miasto dysponuje pozwoleniem na budowę w związku z realizacją muzeum. Decyzja o pozwoleniu na budowę dotyczy adaptacji terenu dawnego obozu KL Plaszow, budowy Memoriału, a także wygrodzenia terenu o powierzchni prawie 40 hektarów. Jest to pozwolenie zamienne – wcześniej wydana decyzja dotyczyła bowiem pierwotnej koncepcji, która nie będzie realizowana. Ostateczne rozwiązana dotyczące poszczególnych elementów zadania, w tym wyglądu wygrodzenia, czy małej architektury na terenie dawnego obozu KL Plaszow muszą mieć akceptację Konserwatora Zabytków na etapie uzgodnień projektu wykonawczego. Utworzenie Muzeum – Miejsca Pamięci KL Plaszow to zadanie, w które zaangażowanych jest wiele podmiotów. Realizatorem zadania będzie nowa instytucja kultury, która będzie odpowiedzialna za etap budowy muzeum oraz opiekę nad terenem. Zarząd Inwestycji Miejskich w Krakowie odpowiedzialny jest za etap projektowy, ponadto w konsultacjach społecznych w sprawie zagadnień związanych z Muzeum – Miejscem Pamięci KL Plaszow biorą udział Muzeum Krakowa, Zarząd Zieleni Miejskiej, Zarząd Dróg Miasta Krakowa, Zarząd Transportu Publicznego, Miejski Inżynier Ruchu, Wydział Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Wydział ds. Turystyki i Instytut Pamięci Narodowej. W kolejnych spotkaniach z mieszkańcami, które przewidziane są jesienią i zimą omawiane będą kwestie obsługi komunikacyjnej i dojazdu, aranżacji zieleni, ruchu zwiedzających, czy zagadnienia związane z prawną ochroną miejsc pamięci. Najbliższe spotkanie odbędzie się 16 września 2019 r. o godz. 17:30 w Muzeum Podgórza.
Rys. 1. Widok na teren dawnego „Obozu Płaszów”, fot. autor (2007) Fig. 1. View of the grounds of the former „Płaszów Camp”, photo by authors Na terenie Polski w czasie II wojny światowej budowane były nazistowskie obozy zagłady. Już w 1947 roku na mocy ustawy postanowiono je zachować w myśl słówZ sędzią Marią Trzcińską, prowadzącą w latach 1974-1996 śledztwo w sprawie niemieckiego obozu koncentracyjnego w Warszawie, animatorką ruchu na rzecz pomnika dla Polaków wymordowanych w KL Warschau, rozmawia Justyna Wiszniewska 9 października br. minęła 65. rocznica powstania niemieckiego obozu koncentracyjnego w Warszawie KL Warschau (Konzentrationslager Warschau). Wciąż jeszcze wielu Polaków, a wśród nich mieszkańców stolicy nie wie, że taki obóz w ogóle istniał, gdyż przez wiele lat otaczała go zmowa milczenia. Czym więc był obóz KL Warschau? – Obóz koncentracyjny w Warszawie był obozem zagłady dla stolicy, która zgodnie z planami okupanta miała zniknąć – zarówno pod względem urbanistycznym, jak i ludzkim – na zawsze z mapy Europy. Na terenie obozu przeprowadzano systemowo masowe mordy mieszkańców, w wyniku których zginęło ok. 200 tys. osób. Po wojnie przejęty przez NKWD – UB był de facto następnym obozem koncentracyjnym dla Polaków. Jakie były ramy czasowe funkcjonowania obozu zagłady w Warszawie? – Jeżeli chodzi o czas rozpoczęcia działania obozu, to miarodajnie ustalił to IV Proces Norymberski, który zaliczył rozkaz Himmlera z 9 października 1942 r. do materiału dowodowego. Figuruje on w rejestrze pod numerem NO 1611. Rozkaz potwierdzał fakt funkcjonowania obozu od października 1942 roku. Kres działalności KL Warschau przyniosło Powstanie Warszawskie, jednak nie od razu, gdyż jeszcze do 8 sierpnia 1944 r. w komorach gazowych KL Warschau tracono ludność powstańczej Warszawy. Gdzie znajdował się obóz KL Warschau? – Zaczęło się od lagru na Kole, gdzie w Forcie Bema, jesienią 1939 r., Niemcy urządzili najpierw obóz jeniecki dla oficerów i żołnierzy Wojska Polskiego. Rozkazem Himmlera z 9 października 1942 r. obóz jeniecki został przekształcony w obóz koncentracyjny i rozbudowany. Na przełomie 1939 i 1940 r. dobudowano w lasku obok fortu 55 nowych drewnianych baraków i urządzono miejsca kaźni, w jednym z 9 obozowych murowanych bloków przy ul. Kozielskiej, przed wojną przeznaczonych na cele sportowo-jeździeckie. Poza tym wśród baraków we wspomnianym lasku znajdowała się słynna suterena, o której zeznawał śp. prof. Jan Moor-Jankowski. Mówił, że suterena ta mieściła ok. 300 więźniów jednorazowo, zaś tygodniowo przechodziło przez nią ok. 1000 osób. Przywożono tam mieszkańców Warszawy z łapanek, którzy potem, jak się okazało, wywożeni byli do komór gazowych. W lasku znajdowały się również miejsca rozstrzeliwań oraz – jak potwierdzili to biegli – „piecowisko” – miejsce palenia zwłok, utrwalone na zdjęciach lotniczych w kształcie dużej litery „T”. W tym samym czasie, gdy na Kole utworzono obóz koncentracyjny, zbudowano również dwa lagry w Warszawie Zachodniej na tyłach dworca PKP. Między tymi lagrami działały komory gazowe w tunelu. Jeden lagier – mniejszy, który miał ok. 20 ha, mieścił się przy ulicy Skalmierzyckiej. Drugi lagier wielkości ok. 30 ha znajdował się między ulicami: Mszczonowską, Bema, Armatnią i Prądzyńskiego. Ulica Bema zbiega się z Prądzyńskiego i – bardzo ciekawa rzecz – przy ulicy Prądzyńskiego znajdowała się stara gazownia miejska i dwa obozowe „baraki dyżurne”, usytuowane obok niej na skwerze im. Alojzego Pawełka, na którym obecnie ma stanąć pomnik ofiar KL Warschau. W gazowni składowany był gaz i dostarczany do komór gazowych w pobliskim tunelu. „Baraki dyżurne” i wyspecjalizowane komando elektryków zapewniały utajnienie i bezpieczeństwo zbrodniczego procederu. Stąd ulica Prądzyńskiego jest ważną ścianą obozową w Warszawie Zachodniej. Po całkowitej likwidacji powstania w getcie warszawskim i po wywiezieniu ludności żydowskiej do Treblinki Niemcy założyli na terenie dawnego getta obóz koncentracyjny dla Polaków złożony z dwóch lagrów. Wybudowano 24 baraki, z których 19 przeznaczonych było dla więźniów, a 5 na działalność rzemieślniczą. Do obozu należał też Pawiak i dawne więzienie wojskowe. Jeden lagier rozciągał się między ulicami: Zamenhoffa, Wołyńską, Glinianą, Ostrowską i wzdłuż Gęsiej do Okopowej. Była to tzw. Gęsiówka. Drugi lagier urządzono w pożydowskiej fabryce przy ulicy Bonifraterskiej. Pomiędzy ulicami Nowolipie i Nowolipki był podobóz dla Żydów i innych narodowości. O ile lagry na Kole i w Warszawie Zachodniej funkcjonowały od jesieni 1942 r., o tyle te działały po zagładzie getta. Lagier z barakami uruchomiony został 19 lipca 1943 r., a ten w pożydowskiej fabryce przy Bonifraterskiej rozpoczął działalność 15 sierpnia 1943 roku. Choć istniał podział funkcji między trzema częściami obozowymi, to KL Warschau stanowił zwarty kompleks, połączony wewnętrzną obozową obwodnicą kolejową. W ten sposób obóz ten był samodzielny, niezależny i pełnił zbrodnicze funkcje na podobieństwo zbrodni doskonałej. Miasto nie miało tam żadnego dostępu. Z uwagi na powojenne losy obozu próbowano przez szereg lat w ogóle kwestionować jego istnienie, natomiast dziś niektórzy historycy usiłują podważać istnienie trzech części obozu KL Warschau, sprowadzając go np. jedynie do obozu na Gęsiówce… – Granice KL Warschau wykazane są na zdjęciach lotniczych Wojska Polskiego z lat 1945-1947, na których widnieje 5 lagrów w trzech częściach Warszawy, połączonych kolejką obozową. Zdjęcia te w oryginale znajdują się w Archiwum Geodezji i Teledetekcji Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Dysponujemy też opisem kartograficznym tych zdjęć wykonanym przez Państwowe Przedsiębiorstwo Geodezji i Kartografii w Warszawie. Jeżeli więc ktoś twierdzi, że było inaczej, to zaprzecza oczywistym dowodom. Istnieje również mapa obozów sporządzona osobiście przez Rudolfa Hessa, szefa Urzędu D I w Głównym Urzędzie Gospodarki i Administracji SS, reprodukowana w pracy R. Schnabla „Macht ohne Moral” z 1957 roku. Figuruje na niej 900 obozów, wśród nich są bardzo wyraźnie zaznaczone obozy zagłady, Treblinka, Majdanek czy Oświęcim i właśnie KL Warschau, które oznaczone są – bez względu na wyznanie ofiar – krzyżem. Obozy niebędące obozami zagłady oznaczone są tylko trójkątami. W zależności od rozmiaru obozu różna jest liczba tych trójkątów oznaczających obóz, względnie skupiska obozowe. W przypadku oznaczenia KL Warschau mamy zarówno krzyż, jak i trzy trójkąty. Oznacza to, że był on obozem zagłady (vernichtungslager) i posiadał trzy skupiska obozowe. Były one na Kole, w Warszawie Zachodniej oraz na terenie zlikwidowanego getta. Spór dotyczy również liczby zamordowanych Polaków w KL Warschau… – W KL Warschau zginęło ok. 200 tys. ofiar, a nie 20 tysięcy. Główny sprawca zbrodni – dowódca SS i policji w Warszawie Otto Paul Geibl, w trakcie procesu w Sądzie Wojewódzkim w Warszawie 25 maja 1954 r. zeznał, że ponieważ w Generalnej Guberni ginęło dziennie ok. 40 Niemców, to w odwecie za to w Warszawie, którą uczyniono odpowiedzialną za wszystko, co działo się w Generalnej Guberni, Niemcy tracili na dobę dziesięciokrotnie większą liczbę Polaków. Wynika z tego, że ginęło ok. 400 Polaków na dobę. Jest to kategoryczne stwierdzenie, zarówno jeśli chodzi o liczbę traconych, jak i fakt, że to byli Polacy. Warto wziąć również pod uwagę to, że Geibl zeznawał we własnej sprawie, więc nie miał interesu prawnego w tym, ażeby liczbę zamordowanych ofiar zawyżać. Osobiście podpisywał dzienne kontyngenty przeznaczone do stracenia, a ich wielkość po 400 Polaków na dobę narzucona była przez Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy w Berlinie. Jeżeli więc obóz działał dwa lata, to wychodzi nawet więcej ofiar niż 200 tysięcy. Ale uwzględniając także ustalenia drugiej strony, tj. polskich organizacji konspiracyjnych, które w raportach podawały dzienne straty na 300-400 osób, przyjęto w śledztwie globalne straty poniesione w KL Warschau w granicach dolnych na 200 tys. ofiar. Skąd wzięła się ta tendencja do zaniżania liczby ofiar obozu KL Warschau? – Powróćmy do czasów okupacji. Do getta przywożono nie tylko Żydów ze stolicy, ale również z innych dystryktów, nawet z Rzeszy i ze Słowacji na zasadzie różnych porozumień… Ważne jest to, że ci dowożeni nie byli rejestrowani, stąd po likwidacji getta nie można było podać ścisłej liczby ofiar. Z drugiej strony mamy Powstanie Warszawskie, którego uczestników po wojnie ówczesne władze próbowały obarczyć odpowiedzialnością za jak największą ilość zabitych. Wtedy dla zatarcia śladów KL Warschau, 100 tys. jego ofiar dołączono do nierejestrowanej ludności w getcie, a drugie 100 tys. do ofiar Powstania Warszawskiego. I to chwyciło. Konformistyczni i nieodpowiedzialni historycy podawali, że w Powstaniu zginęło jeśli nie 280 tys., to przynajmniej 250 tys. osób. Teraz nie mogą się z tego wycofać, bo podawana przez nich liczba stawia pod znakiem zapytania wartość ich publikacji. Ale są też inne motywy. Polska jako Naród nigdy nie zdecydowała się na kolaborację. Tylko Polska i Serbia nie utworzyły formacji SS. Jednak poszczególne jednostki kolaborowały w obozie z Niemcami. Potem, jak weszli Rosjanie i powstał nowy obóz, ci ludzie, aby uniknąć odpowiedzialności, poszli na współpracę z Rosjanami, a Rosjanie po rozwiązaniu obozu, w uznaniu ich zasług umieszczali ich na eksponowanych stanowiskach w organach PRL. Ci zaś, będąc na tych wysokich stanowiskach, znowu, aby uniknąć odpowiedzialności, wpływali na IPN. Czy to jest możliwe, aby te osoby dożyły jeszcze czasów IPN? – Niektórzy jeszcze żyją, nie wszyscy. Niekoniecznie chodzi też o tych, którzy wprost rozstrzeliwali czy gazowali, ale o powiązania rodzinne. Dlatego ta sprawa jest tak trudna i przez długi czas to była zbrodnia doskonała. Nie do wykrycia. Można było twierdzić, że obozu nie było, ponieważ „skasowano ofiary”, przyporządkowując je, jak już wspomniano, częściowo do ofiar Powstania Warszawskiego, a częściowo do ofiar getta. Mówiono: „Jeżeli był obóz, to pokaż ofiary!”. Na szczęście w śledztwie zdołano ustalić reprezentatywną liczbę ofiar zamordowanych w KL Warschau. Jak to się stało, że Pani zajęła się sprawą KL Warschau? – Jako sędziego Sądu Powszechnego delegowano mnie, a był to przydział rutynowy, do prac Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich. Badałam sprawę egzekucji ulicznych, w których ginęło od kilkunastu do kilkudziesięciu osób. Jak się szybko okazało, miało to znaczenie dla sprawy KL Warschau. Przesłuchiwałam świadków i pytałam ich, skąd tych ludzi przywieziono na egzekucję. Świadkowie odpowiadali pytaniem na pytanie: „To pani sędzia nie wie, że obóz był w Warszawie i że przewieźli ich z obozu?”. Na pytanie, co potem z nimi zrobili, odpowiadano mi, że zostali rozstrzelani. Na moje kolejne pytanie, co było potem, odpowiadano, że z powrotem zawieziono ich do obozu, bo tam spalono ich zwłoki… Tak się zaczęło. Gdy związek egzekucji ulicznych z istnieniem obozu stawał się coraz bardziej oczywisty, wówczas przedstawiłam w Komisji wniosek, że egzekucje uliczne są immanentną częścią mordów KL Warschau. Sprawa zbiegła się w czasie z wystąpieniem prokuratury niemieckiej w Monachium, która prowadziła własne dochodzenie w sprawie KL Warschau, z prośbą, by strona polska udostępniła materiał dowodowy w sprawie tego obozu. Wtedy dostałam formalne polecenie przeprowadzenia śledztwa w sprawie KL Warschau. Gdy zaczęłam je prowadzić i pojawiły się bardzo ważkie dowody, już w 1976 r. śledztwo zostało zawieszone i przerwa ta trwała do 1986 roku. Ale Pani prowadziła dochodzenie dalej – na własną rękę… – No cóż, łapie się nitkę i ciągnie. Jak nitka silna, to się idzie w głąb… Znowu zgłaszali się świadkowie w sprawie KL Warschau, niejednokrotnie z własnej inicjatywy. W 1986 r. wznowiłam więc śledztwo w sprawie KL Warschau, ale w międzyczasie prokurator Stanisław Kaniewski, który je nadzorował, zabrał mi akta bez sporządzenia odpowiedniego protokołu i zamknął w szafie pancernej na korytarzu na dwa lata. Przez ten czas nie miałam w ogóle do nich dostępu. Mówiono znowu, że nie było żadnego obozu, że to są jakieś wymysły. Zastosowałam następującą metodę: jeżeli ktoś przychodził do siedziby Komisji i pytał mnie o sprawę KL Warschau, to prowadziłam go na korytarz pod szafę pancerną i mówiłam: „Tu, w tej szafie zamknięte są akta. Oto jak przerwano i uniemożliwiono mi dalsze prowadzenie tego śledztwa”. Doprowadziłam w ten sposób do tego, że zrobiono mały film na ten temat. Wreszcie nowy dyrektor – Bogumił Dec, który chciał, żeby sprawy w Komisji były normalnie prowadzone, polecił prokuratorowi Kaniewskiemu, żeby wydał mi akta śledztwa dotyczące KL Warschau do dalszego prowadzenia, ale tamten nie wykonał tego polecenia. Proszę sobie wyobrazić, że zabrał klucze do tej szafy pancernej ze sobą, tak że trzeba było otworzyć ją urzędowo kluczami zastępczymi. Ale w ten sposób akta zostały mi zwrócone. Wielkim zwycięstwem było wysłanie kopii materiałów śledztwa do Niemiec 13 grudnia 1994 r., które były oficjalnym stanowiskiem strony polskiej – Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu – w sprawie KL Warschau. Od tej pory nie można już było twierdzić, że obóz nie istniał, bo Niemcy dostali materiały niepodważalne, dotyczące istoty obozu, granic czasowo-terytorialnych, wielkości strat, urządzeń masowej zagłady. Ale teraz, jak się okazuje, co poniektórzy chcieliby to stanowisko znowu podważyć… Ma Pani zapewne na myśli trudności, jakie napotyka Komitet Budowy Pomnika Ofiar Obozu KL Warschau. Kiedy Państwo rozpoczęliście swoją działalność? – Po zgromadzeniu materiału jednoznacznie przesądzającego o ludobójczym funkcjonowaniu obozu można było zacząć myśleć o budowie pomnika, ale tu pojawiła się kolejna przeszkoda, a mianowicie brak publikacji na temat KL Warschau. Wówczas napisałam książkę na ten temat. Podczas jej promocji w 2002 r., zawiązał się Komitet Budowy Pomnika Ofiar KL Warschau. Ta pierwsza, skromna publikacja została przedłożona Papieżowi Janowi Pawłowi II, za którą otrzymałam najcenniejsze dla mnie podziękowanie. Doprawdy trudno w to uwierzyć, ale nie było wcześniej żadnej publikacji na temat tego obozu. Proszę przypomnieć, jak doszło do przyznania skweru im. Alojzego Pawełka jako terenu pod budowę Pomnika Ofiar Obozu KL Warschau? – Komitet Budowy Pomnika Ofiar KL Warschau zwrócił się oficjalnie w 2002 r. do Wydziału Architektury Urzędu Miasta Warszawa Wola z prośbą o przyznanie miejsca na lokalizację pomnika, bo na tym terenie był obóz. Urzędnicy z własnej inicjatywy zaproponowali lokalizację pomnika na skwerze im. Alojzego Pawełka przy ul. Prądzyńskiego (ściana byłego obozu) oraz opracowali projekt zagospodarowania przestrzennego tego skweru. Jako Komitet propozycję przyjęliśmy i zwróciliśmy się do Rady Miasta Warszawy, żeby wydała w tej sprawie stosowną uchwałę, i taka uchwała została jednogłośnie przyjęta 11 marca 2004 roku. Oto sentencja tej uchwały: „Wyraża się zgodę, by Pomnik Pamięci Pomordowanych w KL Warschau stanął zgodnie z wolą Komitetu Budowy Pomnika Ofiar Obozu KL Warschau na skwerze im. Alojzego Pawełka w dzielnicy Wola Warszawy. Wykonanie Uchwały powierza się prezydentowi Warszawy”. Na czym w związku z tym polega problem z budową pomnika? – W uchwale Rady Miasta jej wykonanie zleca się prezydentowi miasta Warszawy. Dlatego zwróciliśmy się do prezydenta z prośbą o zatwierdzenie tej lokalizacji. Czy pojawiły się jakieś trudności w rozwiązaniu tej sprawy ze strony ówczesnego prezydenta Warszawy Lecha Kaczyńskiego? – W wywiadzie udzielonym „Naszemu Dziennikowi” 23 września 2005 r. wypowiedział się pozytywnie: „Ja przez dłuższy czas byłem informowany oficjalnie, że istnieje zasadniczy spór co do tego, czy ten obóz w ogóle istniał. Poza tym moją nieufność budziła osoba ministra Kąkola, za którego czasów ta sprawa wybuchła. Dziś wiem, że obóz istniał, więc problem jest rozwiązany. Pomnik będzie…”. Na pytanie: Kiedy?, ówczesny prezydent Warszawy odpowiedział: „Pieniądze są już w tej chwili”. W sytuacji, gdy prezydent Lech Kaczyński został wybrany na prezydenta RP, załatwienie tej sprawy przeszło na jego następcę – Hannę Gronkiewicz-Waltz. Jakie zatem jest stanowisko pani prezydent w tej sprawie? – 2 stycznia br. jako Komitet byliśmy na spotkaniu z Hanną Gronkiewicz-Waltz i przedstawiliśmy prośbę o zatwierdzenie tej lokalizacji. Pani prezydent powiedziała, że musi skonsultować tę sprawę z prezydentem RP Lechem Kaczyńskim. Ale dlaczego? Przecież decyzja lokalizacyjna została już wydana i obecny prezydent Warszawy ma pełne kompetencje własne, aby ją wykonać, tym bardziej że poprzedni ostatecznie wypowiedział się pozytywnie. A nawet gdyby teoretycznie w minionym okresie wydał decyzję negatywną, to teraz nowy prezydent Warszawy w oparciu o aktualne akty samorządowe może wbrew temu podjąć decyzję pozytywną. Dlatego też tego rodzaju podejście do sprawy budowy pomnika wyglądało raczej, moim zdaniem, na szukanie pretekstu, aby takiej zgody nie wydać. I rzeczywiście tak się stało. W decyzji nr 290/WOL/07 z 16 lipca br. prezydent Warszawy H. Gronkiewicz-Waltz odmówiła ustalonej lokalizacji pomnika: „Odmawiam ustalenia lokalizacji inwestycji celu publicznego dla inwestycji polegającej na budowie Pomnika Ofiar Obozu Zagłady KL Warschau na działce nr 34 z obrębu 6-04-07 na skwerze im. Alojzego Pawełka w dzielnicy Wola Warszawy”. W uzasadnieniu pani prezydent powołała się na negatywne stanowisko Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. W uzasadnieniu pani prezydent czytamy więc „Brak akceptacji Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa dla założeń programowo-ideowych pomnika przyjętych przez zainteresowany Komitet (opartych na tezach książki Marii Trzcińskiej, które nie znalazły potwierdzenia w trwającym śledztwie prowadzonym przez Instytut Pamięci Narodowej) wynika z braku powiązania proponowanej lokalizacji pomnika z udokumentowanymi granicami obozu ani też z rzeczywistym miejscem pochówku ofiar obozu”. Przypuszczam, że nie zgadza się Pani z tą argumentacją… – Po pierwsze, skwer im. Alojzego Pawełka przy ul. Prądzyńskiego mieści się w ścisłych granicach obozu KL Warschau, o czym już była mowa. Chcę podkreślić, że to nie ja osobiście udowadniam ten fakt, ale przywołane zdjęcia lotnicze i ich odczyt w Państwowym Urzędzie Geodezji i Kartografii. Po drugie, nawet gdyby tak nie było, to przecież pomnik upamiętniający ofiary obozu nie musi stać ściśle w jego granicach terytorialnych, gdyż jest znakiem pamięci. Dlatego ten argument jest w ogóle nie do utrzymania. Jeśli zaś chodzi o kwestię „rzeczywistego miejsca pochówku ofiar”, to w tym przypadku należy zdawać sobie sprawę z tego, że ich ciała były palone w krematoriach, a prochy rozsiewane na gruntach miejskich na bardzo rozległym terenie pomiędzy Boernerowem, terenem obozu na Kole aż do ściany cmentarzy przy ulicy Powązkowskiej. Zostało to zresztą udowodnione przez specjalną komisję ekshumacyjną. Rozsiewano prochy – to jest straszna rzecz! W Warszawie mamy po prostu poobozowy cmentarz, po którym chodzimy, a który nie ma nawet tablicy informującej o tym. Doprawdy trudno sobie to wszystko wyobrazić! A jaki jest stosunek IPN do wyników Pani wieloletniego śledztwa prowadzonego w sprawie KL Warschau, na których oparta została wymowa ideowa projektu Pomnika Ofiar Obozu KL Warschau? – Obecny prezes IPN prof. Janusz Kurtyka wydał w tej sprawie stanowisko pozytywne. Kiedy zauważyłam, że w kontekście budowy pomnika pojawiają się różne przeszkody i próby dezinformowania społeczeństwa, złożyłam w IPN oficjalny wniosek, żeby w związku z projektem pomnika prezes IPN wydał oficjalne stanowisko w sprawie KL Warschau. Tak też się stało. W dokumencie z 26 października 2006 r. stwierdzone zostało „Instytut Pamięci Narodowej – Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu (…) w pełni popiera ideę budowy pomnika poświęconego ofiarom KL Warschau i jednocześnie wyraża należne uznanie i szacunek dla szlachetnej misji, podjętej przez członków Komitetu Budowy Pomnika Ofiar Obozu – KL Warschau. (…) Prowadzone w Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu śledztwo w sprawie KL Warschau, będące kontynuacją postępowania rozpoczętego w 1974 r., oraz jego dotychczasowe rezultaty – w świetle uchwały Sejmu RP z dnia 27 lipca 2001 roku – pozwalają na uznanie treści tej uchwały za wystarczającą inspirację do dalszych działań na rzecz budowy pomnika w sprawie KL Warschau”. Dlaczego więc to stanowisko nie jest brane pod uwagę? Jeżeli zaś pan Andrzej Przewoźnik, a za nim pani prezydent H. Gronkiewicz-Waltz powołują się na wcześniejsze stanowisko pracowników IPN negujących KL Warschau, to jak mamy to rozumieć? Czyżby stanowiska formułowane w niechlubnym okresie zamazywania prawdy o obozie KL Warschau miały dziś ponownie stać się podstawą do szkodzenia sprawie w postaci braku zatwierdzenia lokalizacji i odmowy budowy pomnika ofiar KL Warschau? Ale w przytoczonym stanowisku napisane jest również, że IPN opublikuje raport Komitetu Budowy Pomnika Ofiar KL Warschau w sprawie tego obozu przygotowany przez sędzię Marię Trzcińską i raport dr. Bogusława Kopki, pracownika IPN, w celu upowszechnienia wyników badań na ten temat. Druga z zapowiadanych publikacji niedawno się ukazała. Co Pani o niej sądzi? – Przede wszystkim książka dr. B. Kopki nie dotyczy 5-lagrowego kompleksu KL Warschau, lecz przedstawia wyłącznie jeden lagier na terenie zlikwidowanego getta. Jest zastanawiające, że IPN, z którym wiązaliśmy nadzieję na prawidłowe zakończenie sprawy KL Warschau, wydał książkę dr. Bogusława Kopki, pozostającą w rażącej sprzeczności nie tylko z dowodami śledztwa, ale także z przytoczonym przeze mnie stanowiskiem samego prezesa IPN prof. J. Kurtyki. Najciekawsze jest to, że książka dr. B. Kopki pt. „Konzentrationslager Warschau. Historia i następstwa” jest plagiatem z moich publikacji. Pan dr Bogusław Kopka oparł swoją publikację, której promocja odbyła się 26 września br., na materiałach dowodowych opracowanych przeze mnie w śledztwie i na moich książkach: „Obóz zagłady w centrum Warszawy – KL Warschau”, wydanej w 2002 r., oraz „KL Warschau w świetle dokumentów – Raport dla Prezesa IPN na potrzeby szkół i budowy Pomnika”, wydanej na początku 2007 roku. Doktor Bogusław Kopka próbuje na siłę przedstawić inny stan faktyczny KL Warschau, niż był w rzeczywistości. Twierdzi np., że obóz ten nie był obozem zagłady, tymczasem o czym innym świadczy chociażby opublikowana przeze mnie mapa sporządzona przez Rudolfa Hessa, na której KL Warschau widnieje jednoznacznie jako obóz zagłady – vernichtungslager, oznakowany identycznie jak inne obozy zagłady: Treblinka, Auschwitz czy Majdanek. Powraca również zaniżanie liczby ofiar. Gdyby nie rozważać żadnych innych nieprawidłowości, przekrętów i kłamstw, to biorąc pod uwagę tylko ten jeden dokument – mapę Hessa, wbrew której dr B. Kopka twierdzi, że KL Warschau nie był obozem zagłady, a więc twierdzi co innego niż to, o czym ten dokument świadczy, to przez to samo cała jego książka staje się merytorycznie bezwartościowa. Bowiem z charakteru obozu, z faktu, że KL Warschau był obozem zagłady, wynikają wszystkie inne ustalenia, a przede wszystkim liczba mordowanych ludzi, które w obozach zagłady nie były doraźne, lecz systematyczne, wykonywane masowo, według narzuconych kontyngentów. Powtórzę jeszcze raz, w KL Warschau kontyngenty mordów narzucone przez Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy w Berlinie wynosiły do 400 Polaków na dobę, które – jak zeznał Otto Paul Geibl – były wykonywane. Można zadać pytanie, czy nie wchodzi w rachubę „przestępstwo oświęcimskie”. Jest cały szereg nieprawidłowości w tej książce, które wprowadzają Czytelnika w błąd. Ograniczyłam się na razie do tego jednego przykładu. Jak mimo tych przeciwności można pomóc sprawie budowy pomnika? – Społeczeństwo przyjęło z dezaprobatą decyzję pani prezydent. Od pewnego czasu organizowane są protesty z inicjatywy naszego Komitetu, jak również Stowarzyszenia Rodzin Warszawskich WARS i SAWA oraz Komitetu Upamiętnienia Ofiar Obozu Zagłady KL Warschau. Zakończą się one z chwilą wydania decyzji lokalizacyjnej dotyczącej pomnika na skwerze im. Alojzego Pawełka przy ul. Prądzyńskiego w granicach dawnego obozu i rozpoczęcia budowy pomnika. Podczas uroczystości rocznicowych powstania obozu, jakie odbyły się 7 października br., została wystosowana petycja do wojewody mazowieckiego z prośbą o uchylenie negatywnej decyzji prezydent H. Gronkiewicz-Waltz i rozpoczęcie budowy pomnika. Czekamy na odpowiedź. Kłopoty z obozem KL Warschau, jak widać, ciągną się do dziś, ale pomnik dla Polaków wymordowanych w KL Warschau powstać musi. Pomocą w realizacji tego celu ma być też ostatnia moja książka: „KL Warschau. Obóz Zagłady dla Polaków”, która będzie w księgarniach już w końcu tego miesiąca. Dziękuję za rozmowę.
Była jedną z kilkudziesięciu filii obozu koncentracyjnego Gross Rosen. Na terenie Wojewódzkiego Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych im. dr M. Marzyńskiego (którego budynki należały do zakładów Junkersa) znajdują się piwnice z ciekawymi pomieszczeniami. Jak mówi Jan Witek, z relacji więźniarek wynika, że Josef Mengele O podjęciu takich kroków poinformował minister spraw wewnętrznych Austrii Karl Nehammer. Z informacji, które otrzymaliśmy z polskiego Ministerstwa Kultury, wynika, że są to: teren placu apelowego, baraki SS, młyn do kruszenia kamieni oraz działka leżąca przed sztolniami Bergkristall. „Zgodnie z wcześniejszymi deklaracjami strony austriackiej, wykupowi mają podlegać także: budynek Jourhausu (willa komendanta) oraz baraki więźniów. Jak dotąd strona austriacka nie poinformowała o zakończeniu negocjacji z właścicielem tych obiektów. Wykup działek jest efektem konsekwentnej presji międzynarodowej, w tym ze strony Polski" – podkreśla resort kultury. Na razie nie ma pewności, czy na terenie przejętym od prywatnych właścicieli znajdzie się upamiętnienie ofiar obozu. Fundacja Polsko-Niemieckie Pojednanie we współpracy z członkiem Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej Markiem Zającem przygotowała bowiem projekt Europejskiego Centrum Edukacyjnego im. Henryka Sławika. Miałoby ono działać w Gusen. Zdaniem polskich władz utworzenie tego ośrodka mogłoby być inicjatywą prezydentów Polski i Austrii. Centrum miałoby stanowić międzynarodowe miejsce spotkań i kształcenia młodzieży. Organizowałoby warsztaty dla studentów z całej Europy z historii sztuki, praw człowieka, socjologii, ekonomii. „Forma i sposób godnego upamiętnienia na terenie byłego obozu Gusen są obecnie przedmiotem dyskusji ze stroną austriacką. Po wykupieniu działek strona austriacka planuje w pierwszej kolejności zabezpieczyć nieruchomości i przeprowadzić prace archeologiczno-konserwatorskie. Kolejnym etapem będzie tworzenie koncepcji miejsca pamięci Gusen. Polska, podobnie jak inne kraje i środowiska więźniarskie, oczekuje, że decyzje odnośnie zagospodarowania terenu Gusen będą zapadały przy udziale państw pochodzenia ofiar i z uwzględnieniem ich głosu" – dodaje resort kultury. Z informacji, które otrzymaliśmy w czwartek od ambasady Austrii w Warszawie wynika, że 8 maja 2020 w formie uchwały rządowej zapadła decyzja polityczna o rozpoczęciu negocjacji w sprawie wykupu działek na terenie byłego obozu koncentracyjnego Gusen. W tym celu utworzono ministerialną grupę roboczą do spraw wykupu. Główną rolę w prowadzonych negocjacjach odgrywa austriacka Prokuratoria Skarbu. Sam wykup możliwych do nabycia działek odbywa się poprzez tzw. Burghauptmannschaft. Jest to instytucja podległa Ministerstwu Cyfryzacji i Gospodarki (BMDW) i zajmująca się zarządzaniem i utrzymaniem zabytków architektonicznych w Austrii. „Po wykupie nieruchomości Ministerstwo Spraw Wewnętrznych (BMI) i Miejsce Pamięci KZ Mauthausen chcą starać się o przeprowadzenie procesu projektowego przy udziale wszystkich zainteresowanych stron” – tłumaczą przedstawiciele ambasady. Przypominają, że 4 maja 2021 minister spraw wewnętrznych Nehammer ogłosił w Gusen, że udało się osiągnąć porozumienie z dwoma właścicielami nieruchomości. W tym przypadku chodzi o działki, na których znajdują się dwa baraki SS, dawny plac apelowy i kruszarka kamieni, jak również teren w obrębie dawnego wejścia do systemu sztolni „Bergkristall”. „Negocjacje z właścicielami tzw. Jourhaus i obu murowanych budynków dla więźniów trwają nadal. Koncepcja ramowa dotycząca dalszych prac projektowych na pozyskanych działkach oraz ich włączenia do istniejącej części muzeum KL Gusen ma powstać przy udziale wszystkich zainteresowanych stron międzynarodowych, narodowych i regionalnych. Główną rolę w tym procesie ma pełnić Miejsce Pamięci KL Mauthausen” – dodają przedstawiciele austriackiej ambasady w Warszawie. KL Gusen był jednym z najważniejszych ogniw systemu obozów koncentracyjnych Mauthausen-Gusen, w którym osadzono 34 tys. polskich więźniów – głównie przedstawicieli inteligencji, z których życie straciło 27 tys. Po wojnie pozostałości po KL Gusen zostały zatarte, a tereny poobozowe podzielone i sprzedane prywatnym właścicielom. W budynkach obozowych, w tym barakach po SS, zamieszkali Austriacy, a dawna brama wjazdowa do obozu to luksusowa willa. Na konieczność wykupu działek leżących na terenie obozu w Gusen polskie władze zwracały uwagę od 2016 r., wicepremier Piotr Gliński w rozmowie z kanclerzem Austrii Sebastianem Kurzem w 2019 r., wiceministrowie Magdalena Gawin i Jarosław Sellin. Już w 2016 austriacki parlament, w ustawie o ustanowieniu federalnego urzędu Miejsce Pamięci KL Mauthausen, rozszerzył „odpowiedzialność polityczną i finansową Austrii o KL Gusen" oraz o ok. 50 wymienionych z nazwy podobozów. Następnie teren po KL Gusen został wpisany do rejestru zabytków.Cenne zabytki na terenie dawnego obozu pracy [ZDJĘCIA] Aleksandra Fedorczuk. PAP. 2022-12-19 8:52. Czy ten artykuł był ciekawy? Podziel się nim!
Dokładnie 25 marca przed 10 laty została przeprowadzona reforma struktur administracyjnych Kościoła katolickiego w Polsce. Była ona największym po wojnie przeobrażeniem Kościoła w skali żadnym innym kraju naszego kontynentu Papież jednorazowo nie dokonał tak wielkich i gruntownych zmian w organizacji miejscowego Kościoła. Wydarzenie to – zdaniem sekretarza generalnego Konferencji Episkopatu Polski – bez przesady można porównać do powstania organizacji kościelnej na ziemiach polskich w roku tysięcznym. – Chodziło bowiem o dostosowanie struktury administracyjnej Kościoła do zmian, które rozpoczęły się w Polsce i w Europie po 1989 roku. Towarzyszyło temu dalekosiężne spojrzenie przyszłość – podkreśla bp Piotr Libera.*Punkt wyjścia: 27 diecezji*W chwili rozpoczęcia przemian ustrojowych w Polsce w 1989 r. Kościół katolicki miał 27 jednostek terytorialnych, w tym 5 archidiecezji, będących stolicami metropolii (prowincji kościelnych) i 22 diecezji. Wśród nich znajdowały się tzw. diecezje karłowate na wschodzie kraju: archidiecezja w Białymstoku i Lubaczowie oraz diecezja w Drohiczynie, obejmujące pozostałe w Polsce tereny, które wcześniej wchodziły w skład archidiecezji wileńskiej i lwowskiej oraz diecezji pińskiej. Pierwszą reformą strukturalną o wielkim znaczeniu duszpasterskim było reaktywowanie – po 44 latach formalnego nieistnienia – diecezji wojskowej, Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego. Biskupem polowym został ks. prał. Sławoj Leszek Głódź, dotychczasowy pracownik watykańskiej Kongregacji Kościołów Wschodnich. Podczas swego pobytu w Białymstoku 5 czerwca 1991 r. Jan Paweł II zmienił status dwóch jednostek „karłowatych” – archidiecezji w Białymstoku i diecezji w Drohiczynie, ustanawiając archidiecezję białostocką i diecezję drohiczyńską oraz mianując dotychczasowych administratorów apostolskich w tych miastach odpowiednio arcybiskupem białostockim i biskupem drohiczyńskim. Fakt ten miał dużą wymowę również w dziedzinie politycznej, gdyż w ten sposób nastąpiło faktyczne (i formalno-prawne) uznanie przez Kościół kształtu naszej granicy wschodniej. Stało się możliwe dzięki pewnej liberalizacji po drugiej stronie granicy, umożliwiającej odtworzenie tam struktur Kościoła katolickiego. Podczas 243. zebrania plenarnego Konferencji Episkopatu Polski (10 października 1990 roku) została ustanowiona specjalna Komisja ds. nowego podziału administracyjnego Kościoła w Polsce, której przewodniczył kard. Franciszek Macharski, metropolita krakowski. W ramach jej prac została rozpisana ankieta do wszystkich biskupów diecezjalnych w sprawie reorganizacji diecezji w Polsce. Do końca grudnia tego roku wpłynęły odpowiedzi ze wszystkich diecezji, które stały się podstawą do opracowania nowego podziału administracyjnego. Prace komisji – przy współudziale nuncjusza – trwały przez rok, a 30 października 1991 roku zostały przedłożone Stolicy Apostolskiej.*Biskupi bliżej wiernych*25 marca 1992 r. ogłoszona została papieska bulla Totus Tuus Poloniae populus, która w zasadniczy sposób zmieniła administracyjne oblicze Kościoła w Polsce. Powołanych zostało 13 nowych diecezji: bielsko-żywiecka, elbląska, ełcka, gliwicka, kaliska, legnicka, łowicka, radomska, rzeszowska, sosnowiecka, toruńska, warszawsko-praska i zamojsko-lubaczowska; a 8 dotychczasowych zostało podniesionych do rangi archidiecezji. Pociągnęło to za sobą zmiany wielkości i granic wszystkich dotychczasowych jednostek terytorialnych. W wyniku tych zmian Kościół katolicki w Polsce składał się z 41 jednostek terytorialnych, w tym 13 archidiecezji-metropolii, 26 diecezji, ordynariatu polowego i 1 archidiecezji (łódzkiej), nie posiadającej diecezji sufraganalnych, podlegającej bezpośrednio Stolicy Apostolskiej. Podstawowym celem tej reformy było „zbliżenie biskupów do wiernych” drogą znacznego ograniczenia wielkości diecezji, tak aby jej pasterz był w stanie utrzymywać rzeczywisty kontakt ze wszystkimi strukturami kościelnymi znajdującymi się na jej terenie. Po reorganizacji powierzchnia tylko 11 z 39 nowych diecezji przekraczała 10 tys. km kw., natomiast powierzchnia 28 diecezji liczy średnio kilka tysięcy km. kw. W ten sposób odległości w ramach diecezji wyraźnie się zmniejszyły – wcześniej bowiem przeciętna wielkość diecezji wynosiła 11,4 tys. km kw. Przed reformą największą pod względem obszaru była diecezja warmińska – liczyła ponad 24,5 tys. km kw., następnie archidiecezja wrocławska – ponad 20,6 tys. Po reformie roku 1992 – do największych należy diecezja koszalińsko-kołobrzeska z 15 tys. km kw., pelplińska z 13,4 tys. km kw. oraz szczecińsko-kamieńska 12,7 tys. km. kw. Te zaś, które przed 10 laty należały do największych – zmalały o połowę. Archidiecezja warmińska zajmuje obecnie powierzchnię 12 tys. km. kw., a wrocławska – 11,5 tys. km. kw. Natomiast spośród nowoutworzonych największa jest diecezja ełcka z 11 tys. km kw., ale najmniejsze – sosnowiecka i gliwicka liczą zaledwie po 2 tys. km diecezje zostały wydzielone na ogół z kilku wcześniej istniejących jednostek dlatego już na początku funkcjonowania nowych struktur administracji kościelnej natknęły się one na problemy związane ze scalaniem obszarów o różnych lokalnych zwyczajach. W niektórych – jak np. w diecezji bielsko-żywieckiej, która powstała z dwóch o wyraźnie odrębnych tradycjach religijnych – archidiecezji krakowskiej i diecezji katowickiej – różnorodność nie stanowi problemu i nikt na siłę nie próbuje unifikować w ramach jednej diecezji lokalnych tradycji Śląska Cieszyńskiego czy Żywiecczyzny. W rezultacie w różnych regionach diecezji są inne tradycje liturgiczne, np. na różne melodie śpiewa się te same pieśni kościelne. Jednak nie wszędzie te procesy scalania diecezji przebiegały z takim uszanowaniem lokalnej specyfiki. Nie wszędzie udało się scalić w jeden organizm diecezje złożone z kilku fragmentów różnych diecezji. Np. kaliska, powstała przede wszystkim z diecezji poznańskiej i włocławskiej, wyraźnie została zdominowana przez tradycję poznańską, część księży z dawnej diecezji włocławskiej do dziś uważa, że „poznaniacy” są promowani.*Biskupi – ilu i jacy?*Jednym z argumentów przemawiających za zwiększeniem liczby diecezji w Polsce był zdecydowany „przerost” liczby biskupów pomocniczych nad biskupami diecezjalnymi, którzy stanowili zaledwie ok. 20 proc. składu Konferencji Episkopatu Polski. Nuncjusz określał tę sytuację jako stwarzającą „problemy i niebezpieczeństwa nie tylko o charakterze organizacyjnym, ale także eklezjologicznym”. W wyniku reformy z 1992 roku rozwiązane zostały także nie mające uzasadnienia w nowej sytuacji, historyczne unie łączące archidiecezje: gnieźnieńską i poznańską (aeque principaliter) oraz gnieźnieńską z warszawską (ad personam). Z rozwiązaniem tej ostatniej łączył się bardzo delikatny problem ograniczenia dotychczasowych uprawnień Prymasa Polski, który dzierżył ten tytuł jako arcybiskup gnieźnieński, a jednocześnie piastował funkcję metropolity warszawskiego. Prosta likwidacja unii wymagałaby pozbawienia arcybiskupa warszawskiego tytułu Prymasa Polski. Znaleziono jednak rozwiązanie „salomonowe” postanawiając, że kard. Józef Glemp ma prawo do zachowania tytułu Prymasa Polski jako „kustosz relikwii św. Wojciecha, czczonych w katedrze gnieźnieńskiej” (pkt IV bulli). Rozważane było równocześnie inne rozwiązanie, zakładające, że Prymas Glemp pozostać miał w Gnieźnie, a w Warszawie mianowany zostałby tymczasowo „arcybiskup-administrator”. Papież dokonał też poważnych zmian w składzie Konferencji Episkopatu Polski: mianował 7 nowych biskupów, 10 innych podniósł do godności arcybiskupów, 11 biskupów pomocniczych mianował ordynariuszami, a 14 dalszych pomocniczych przeniósł z ich dotychczasowych diecezji do Totus Tuus Poloniae populus umożliwiała także odnowienie składu Episkopatu. Za jednym posunięciem Ojciec Święty odmłodził go, mianując biskupami pracowników Kurii Rzymskiej (Tadeusz Rakoczy – do diec. bielsko-żywieckiej), zakonników (Adam Śmigielski – salezjanin, Jan Chrapek – michalita), pracowników naukowych uczelni teologicznych (Tadeusz Pieronek, Wacław Świerzawski, Bronisław Dembowski).*Instytucje niezbędne w diecezji*Tworzenie diecezji nie dokonuje się wyłącznie poprzez decyzje papieskie. Były one wstępnym aktem prawnym inicjującym długi proces tworzenia wspólnoty wiernych Kościoła lokalnego i jego struktur organizacyjnych. Zgodnie z wymogami prawa kanonicznego w każdej diecezji niezbędne są różne instytucje i grona. Przede wszystkim kuria diecezjalna (biskupia), która koordynuje wszelkie działania duszpasterskie w diecezji. Tworzą ją osoby i instytucje, które wspierają biskupa w zarządzaniu diecezją, zwłaszcza w kierowaniu działalnością pasterską, administrowaniu diecezją i wykonywaniu władzy sądowniczej. To pewnego rodzaju centrum koordynacyjne we wszystkich diecezjach zostało powołane już w pierwszych miesiącach ich istnienia; niezbędna w diecezji jest też rada ds. ekonomicznych na czele której stoi biskup. On też powołuje ekonoma – do którego obowiązków należy administrowanie dobrami doczesnymi diecezji w sposób określony przez radę ekonomiczną. W każdej diecezji ustanowiono radę kapłańską – czyli zespół kapłanów będący jakby senatem biskupa i zarazem reprezentantem duchowieństwa. Jej zadaniem jest wspieranie biskupa w kierowaniu diecezją, posiada ona głos doradczy. Biskup powinien wysłuchać jej zdania w ważniejszych sprawach. Głos doradczy posiada również rada duszpasterska złożona z duchownych, członków instytutów życia konsekrowanego i świeckich wyznaczonych przez biskupa. Jej skład na ogół jest pewnego rodzaju odzwierciedleniem całej diecezji. W każdej z 13 nowoutworzonych w 1992 roku diecezji bez większych problemów działają dziś te instytucje, ale początki tworzenia diecezjalnych struktur nie były łatwe. Gdy przed 10 laty w diecezji warszawsko-praskiej kuria rozpoczynała swoją działalność – jej pomieszczenia biurowe – w tym samym budynku – sąsiadowały z przedszkolem, sklepem zoologicznym i z damskimi kapeluszami. Dziś przedszkole już się wyprowadziło, a na miejscu sklepów działa księgarnia i sklep z dewocjonaliami, często odwiedzane przez petentów diecezjalnych urzędów. W Legnicy natomiast nie tylko kuria diecezjalna, ale też seminarium duchowne i dom księży emerytów mieści się w budynkach dawnego sztabu wojsk radzieckich stacjonujących przed laty w Legnicy. Diecezja otrzymała te zabudowania – w stanie wymagającym kapitalnego remontu – jako rekompensatę za dobra kościelne zajęte przez władze po II wojnie światowej. Czasy się zmieniły i świadczy o tym również to, że w Ełku w przygotowanie odpowiednich budynków na siedzibę kurii i seminarium duchownego zaangażowały się lokalne władze samorządowe. Jednak diecezja – to nie tylko urzędy. One koordynują działania duszpasterskie na poziomie parafii. Trzeba zauważyć, że obecnie w Polsce jest ponad 10 tys. parafii natomiast przed reorganizacją struktur kościelnych w 1992 r. – było ich ok. 9 tys. Świadczy to o tym, że odchodzi się od tworzenia olbrzymich parafii np. 20-tysięcznych a dąży do zmniejszania ich liczebności, tak by realnym było objęcie duszpasterstwem mieszkańców danego terenu i by miały szansę stać się wspólnotami wspólnot. Obecnie, w skali kraju przeciętna parafia skupia 3,4 tys. wiernych. Przed reformą struktur na 1 parafię przypadało ponad 4 tys. wiernych. Zmniejszyła się także liczba wiernych statystycznie przypadających na 1 księdza. O ile na początku lat 90. na 1 księdza przypadało 1,5 tys. wiernych, to obecnie wielkość ta wynosi 1,2 tys. w skali całego kraju. Niewątpliwie wiąże się to nie tylko z większą ilością parafii ale także ze wzrostem liczby księży – chociaż w różnych regionych Polski kwestia ta przedstawia się odmiennie. Diecezje: tarnowska, przemyska, krakowska, rzeszowska nie mogą narzekać na brak księży – tam na 1 duchownego przypada ok. 800 wiernych. Natomiast w archidiecezji łódzkiej czy diecezji warszawsko-praskiej sytuacja jest zupełnie inna – na 1 księdza przypada ponad 2 tys. dla tych diecezji są przygotowujący się do kapłaństwa alumni – dlatego w każdej z nowych diecezji erygowano własne seminarium duchowne. Być może ma tu zastosowanie ewangeliczna zasada „kto ma, temu będzie dodane”, bo najwięcej kleryków kształci się w seminariach duchownych diecezji, które na brak kapłanów nie mogą narzekać. Rekordzistą jest diecezja tarnowska z ponad 300 alumnami. W nowych diecezjach liczba alumnów waha się od kilkudziesięciu do stu kandydatów do kapłaństwa w zależności od diecezji. Zdaniem Zbigniewa Nosowskiego, członka Papieskiej Rady ds. Świeckich seminaria duchowne w niektórych utworzonych przed 10 laty diecezjach są wciąż zbyt słabe. Nie mają jeszcze własnych profesorów a kadra wychowawców – z powodu młodego wieku – ma niewielkie doświadczenie pedagogiczne. – To może negatywnie odbijać się na edukacji, bo opiera się ona na bezpośrednim kontakcie profesora ze studentem – ocenia red. Nosowski. Jego zdaniem obecnie jedną z kluczowych spraw dla przyszłości Kościoła w Polsce jest formacja kapłańska i dlatego powinna ona stać na najwyższym poziomie. Nowe pokolenie księży – zwłaszcza w tych regionach, gdzie przydałoby się więcej duszpasterzy – czeka niełatwa praca – chociaż jak podaje Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego w skali całego kraju- w ciągu 10 lat funkcjonowania nowego podziału administracyjnego Kościoła w Polsce można było zaobserwować wzrost o 3,6 proc odsetka comunicantes – czyli liczby wiernych przystępujących do Komunii, to jednak odsetek dominicantes – uczestniczących w niedzielnej Mszy – mimo wahań w różnych okresach, utrzymuje się na podobnej wysokości jak przed 10 laty. Wtedy wynosił 47 proc., obecnie 46,9 proc. mimo że były lata (rok 1993) kiedy spadł nawet do 43,1 proc. Są to jednak wielkości średnie dla całej Polski – różnie bowiem sytuacja przedstawia się w poszczególnych regionach kraju.*Duszpasterstwo zaczyna się od Caritas*Jednym z pierwszych wyzwań stojących przed nowymi diecezjami byli biedni i potrzebujący. Znamienne, że działalność charytatywna, obok własnego seminarium, to jedno z głównych zadań jakie stawiali sobie biskupi nowych diecezji. Zdaniem bp. Kazimierza Romaniuka, ordynariusza diecezji warszawsko-praskiej, to bieda rzutuje na styl życia ludzi i rodzi różne niechlubne tradycje. „Są u nas rodziny, w których nie pracowali ani ojciec ani dziadek, więc młodzi dziwią się, że muszą teraz pracować” – opowiada bp Romaniuk. Dlatego jedną z pierwszych jego decyzji było powołanie diecezjalnej Caritas i promowanie wszelkich inicjatyw charytatywnych. Pierwszym dziełem Caritas była Jadłodajnia im. św. Brata Alberta, która obecnie wydaje 800 posiłków dla osób biednych i bezdomnych. Utworzono także internat dla dziewcząt specjalnej troski oraz noclegownię dla bezdomnych Obecnie na terenie diecezji działa ponadto: kilkanaście stacji opieki dla osób starszych i chorych. Pod opieką Caritas jest również Dom Opieki Dziennego Pobytu dla osób starszych w Mińsku Mazowieckim. W siedzibie warszawsko-praskiej Caritas działa także poradnia psychologiczna i rodzinna oraz punkt przyjmowania i wydawania odzieży dla potrzebujących. Co roku na dofinansowywane przez Caritas kolonie wyjeżdża 3,5 tys. dzieci. Jak wiele w tym względzie zależy od dalekosiężnych wizji biskupa diecezjalnego – potwierdza bogaty „dorobek” diecezji radomskiej, w której – pod 2-letnimi rządami bp. Jana Chrapka – powstało wiele placówek niosących pomoc osobom potrzebującym – oprócz nowych jadłodajni otwarto gabinet lekarski, z którego bezpłatnie mogą korzystać ludzie ubodzy oraz aptekę dla ubogich. Działa także bezpłatny telefon zaufania pod nazwą „Linia Braterskich Serc”. Kilkadziesiąt kilometrów na południe od Radomia, w sanktuarium maryjnym w Kałkowie-Godowie, przy współpracy z Państwowym Funduszem Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, powstał Zakład Aktywizacji Zawodowej dla Niepełnosprawnych. Do wiejskich parafi na wiosnę wyruszy specjalny autobus z mammografem, bowiem diecezja opracowała własny profilaktyczny program walki z rakiem piersi. Trzeba przyznać, że nowa struktura Kościoła w Polsce – mniejsze odległości w diecezji, mniejsze parafie sprzyjają dotarciu ze skuteczną pomocą charytatywną do osób potrzebujących. Również biskup toruński Andrzej Suski wspominając początki diecezji stwierdza, że najpierw powstała diecezjalna Caritas a potem dopiero inne instytucje diecezjalne. – Zanim zabraliśmy się za renowację katedry wyremontowaliśmy obiekty służące potrzebującym – podkreśla. Po 10 latach w największych miastach diecezji toruńskiej działają trzy wielofunkcyjne ośrodki, które koordynują niesienie pomocy potrzebującym w obrębie określonego regionu, współpracują przy tym z parafialnymi zespołami Caritas. W każdym z tych centrów działa kuchnia dla ubogich i noclegownia, otwarte są domy środowiskowe, świetlice dla dzieci, udzielana jest pomoc terapeutyczna i w rehabilitacji. Chorych odwiedzają w domach wolontariusze i pielęgniarki, a w wakacje organizowane są kolonie i obozy dla dzieci z ubogich rodzin. To prawdziwe centra, które promieniują w swoim środowisku, bowiem oprócz etatowych pracowników współpracują z nimi liczni wolontariusze. Także w szkołach, za zgodą dyrekcji, powstają szkolne koła Caritas. Są one propozycją wychowawczą dla dzieci i młodzieży – przygotowują do altruistycznej postawy w inwestycją, którą podjęła diecezja toruńska jest utworzenie hospicjum na terenie dawnego obozu koncentracyjnego w Działdowie. – Żeby nie tworzyć kolejnych muzeów – bo nawet nie mamy eksponatów – a z drugiej strony, żeby zachować pamięć o tym miejscu, powstała idea, żeby niejako odwrócić sytuację – by zło dobrem zwyciężać – opowiada o inicjatywie utworzenia w Działdowie hospicjum bp Suski. Jego zdaniem, niesienie pomocy potrzebującym i jednoczenie wokół dobra to zadanie dla Kościoła dzisiaj.*Czy się udało?*Czy przeprowadzona przed 10 laty reforma struktur administracyjnych Kościoła zbliżyła biskupa do wiernych? Rozmówcy KAI podkreślali zgodnie, że na pewno skutecznie stworzyła ramy, aby biskupi mogli być bliżej ludzi. Czy za mniejszymi odległościami idzie większa duchowa bliskość, to zależy od każdego z biskupów indywidualnie – uważa Zbigniew Nosowski. Zdaniem szefa „Znaku” Jarosława Gowina: „Tam, gdzie nowe diecezje zostały powierzone biskupom o dalekosiężnych wizjach duszpasterskich życie religijne ożywa. W innych przypadkach decentralizacja przyniosła na krótką metę nawet szkody”. W tym kontekście niezwykle mocno brzmią słowa Jana Pawła II, które pojawiały się we wszystkich relacjach mediów z dziękczynnej pielgrzymki Polaków do Watykanu: „Trzeba ciągłego zbliżania biskupów do wiernych i wiernych do swoich biskupów”.Drogi Czytelniku,cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie! Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz prosimy Cię o wsparcie portalu za pośrednictwem serwisu Patronite. Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj..